poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Przepiękne plaże Kostaryki :) !!


8 maj 2017 Poniedziałek wyjazd na Plaże w Gunacaste

Zgodnie z zaproszeniem od mojej nowo poznanej znajomej postanowiłem, że jadę odwiedzić ją i jej chłopaka. Oczywiście autostopem się tam wybieram, po raz kolejny żegnam się z Cinthią nie wiedząc co przyniesie przyszłość ale jednocześnie wiedząc, że już nie długo znów się zobaczymy.
Rankiem w poniedziałek jestem już spakowany i jadę do centrum San Jose a stamtąd idę na przystanek gdzie jadę autobusem do miasteczka Atenas gdzie przecież niedawno byłem na mojej Wielkanocnej wyprawie autostopowej. Przyjeżdżam do miasteczka i idę z buta do supermarketu Maxipali gdzie zaopatruję się w owsiankę i nasiona chia. Cinthia przyszykowała mi obiad już także siadam pod sklepem na murku i się zajadam jajkiem z warzywami. Potem ruszam na wylot miasteczka i zauważam, że pełno tutaj mango leżących przy drodze także zbieram sobie te smaczne owoce i chowam do torebki. Zaraz zatrzymuje się jakieś małżeństwo i zabierają mnie na stopa , wsiadam do auta i jadę z nimi do miasteczka San Mateo gdzie w parku zauważam całe mnóstwo pięknych owoców mango. Postanawiam wyrzucić te moje kiepskiej jakości które wcześniej zebrałem a zaopatrzyć się w nowe świeżutkie, duże i soczyste. Uzbierałem ich całą reklamówkę chyba z ponad 3kg!!! Mój kierowca oczywiście też je zbierał dla siebie i jego kobiety. Następnie jedziemy dalej i zawożą mnie nad sam ocean nad zatokę do malutkiego portowego miasteczka „Puerto Calderas” gdzie wysiadam pod restauracją przy głównej drodze. Przed łapaniem stopa idę na plażę podziwiać widoki które są niesamowite! W oddali widać już drugą stronę lądu z zielonymi górami a na wodzie 2 duże statki. Siadam więc i zajadam się mango nawet planuję już gdzie rozbić namiot bo za jakieś 2,5 h będzie już zmrok. Wybrałem sobie miejsce na takim klifie ale potem jednak się rozmyśliłem dlatego, że naszły chmury i zaczęła się burza i deszcz. Pioruny waliły co prawda w oddali jednakże jeden z nich trzasnął niedaleko tej skały którą sobie wcześniej upatrzyłem. Ochota na kemping tam pod namiotem od razu przeszła! Czekałem pod restauracją wcinając kolejne pyszne mango. Deszcz nie ustawał, wszedłem do środka i zapytałem się jednego z pracowników czy mogę podładować tam baterie do telefonu, bez problemu się zgodzili także się podpiąłem do gniazdka. Planem było podładować chwilę telefon i pytać kogoś czy nie jedzie w stronę Guanacaste. Zjawił się jakiś mężczyzna z długimi blond włosami i usiadł przy stoliku to ja zaraz wykorzystałem okazję i zapytałem się go czy nie jedzie czasem do prowincji guanacaste, on się uśmiechnął i powiedział, że jedzie w tym kierunku właśnie i zobaczywszy mnie siedzącego na krześle i ładującego tel. zaprosił do swojego stolika w celu rozmowy. Pytał mnie „gdzie chcesz jechać ? to Cię tam zawiozę. Nikt takiego czegoś nie mówi normalnie. Ja od razu zdziwienie bo Mówię, że do miasteczka Nosara. On odpowiada „ nie ma sprawy ja Cię tam zawiozę” ja zdziwko pytam „a co jedziesz tam właśnie?” on odpowiada „ nie ale nie mam planów i jeszcze nie wiem gdzie zostanę na noc bo nie szukałem hotelu ale jadę koło miasta Nosara”. Facet okazał się mieszkać w USA w Washington i chodzi po górach i uprawia wspinaczkę. Zafundował mi obiad mówiąc „wybierz sobie co chcesz” :D to wybrałem rybkę z ryżem i fasolą bo mięsa nie jem ale do ryb wróciłem jakiś czas temu. Najadłem się pysznym jedzeniem i potem ruszyliśmy w drogę. Mój znajomy wbił trasę w GPS i jedziemy. Auto oczywiście wypożyczone ale jakie!! Najnowszy model jakiegoś nissana chyba z całym komputerowym osprzętem. Zapytałem go co robi w stanach zjednoczonych to powiedział, że jest architektem i robi pomiary laserowe również oraz tworzy zabezpieczenia do sejfów w bankach....... to ja nawet nie chce wiedzieć ile on zarabia. Pojechaliśmy i dałem mojej znajomej znać, że będę dzisiaj wieczorem a dokładnie jakoś po 22.00 zgodnie z tym co pokazał GPS, ona powiedziała że wyjedzie po mnie na motorze. Przyjechaliśmy w ustalone miejsce do centrum miasteczka i przyjechała moja koleżanka, przywitaliśmy się i przedstawiłem mojego kierowcę. Zapytałem czy nie mógłby może zaparkować auta na ich posesji i się przekimać do jutra bo nie ma noclegu zaklepanego. Koleżanka powiedziała, że spoko i pojechaliśmy pod jej dom. Przywitałem z jej chłopakiem, babcią i dwoma małymi córeczkami oraz 3 psami na ogródku. Wraz z moim kierowcą dostaliśmy miejsce do spania, on łóżko a ja na mojej macie na podłodze. Okazało się, że mój kierowca jest uzdrowicielem i będziemy jutro z rańca wszyscy gadać i ogarniać. Teraz kima bo jest późno już, jednakże w nocy koguty cały czas nadawały i nie prawie nic nie spałem....

Śniadanko w mieście Atenas

Dojechałem do Calderas

i zajadam się mango które uzbierałem w parku

9 maj 2017 Wtorek

Budzimy się rankiem i koleżanka z jej chłopakiem szykują się do pracy, ona wróci niebawem i będziemy dziś jechać na plażę. Wraz z moim kierowcą Michelem szykujemy sobie śniadanie w postaci owsianki z 100% kakao które przywiozłem z San Jose,orzeszkami ziemnymi, nasionami chia oraz kurkumą. Staruszka się miota po kuchni i nas obserwuje co my robimy gdy dziewczynki jeszcze śpią. Gawędzimy z Michelem na werandzie jedząc śniadanie. Następnie przyjeżdża moja znajoma i szykujemy się na plażę, tak sobie myślę kto by się spodziewał, że przyjadę tutaj 2 autami zaledwie i to na dodatek z kierowcą który zawiózł mnie do samego miejsca docelowego i jeszcze się przekimał u mojej znajomej w domu?? Jak sam mówił nie miał planów i po raz kolejny stwierdzam, że najlepszy jest spontan bo przecież jak dobrze wiemy wtedy lecisz na czystej intuicji która jest głosem serca czyli najlepszym przewodnikiem !!
Znajoma przyszykowała dziewczynki i wsiedliśmy do SUV'a Michela i pojechaliśmy tyli bez asfaltowymi drogami do centrum miasteczka Nosara. Dopiero wtedy zobaczyłem jak bardzo turystyczne jest to miejsce. Wszędzie hotele, szkoły surfingu, pełno Amerykanów i turystów. Pojechaliśmy na plażę pobliską z ujściem rzeki, następnie do restauracji bo Michelowi się zgłodniało i zamówił on jedną dużą pizzę dla nas wszystkich w bardzo ładnej restauracji. Po posiłku Michael ogarnął hostel który wczoraj znalazł na necie i okazał się być tuż obok restauracji w której jedliśmy :D zawieźliśmy córeczki koleżanki do domu i ponownie wyruszyliśmy w trasę. Tym razem na konkretne plaże magiczne pierwszą była plaża „playa guiones” gdzie znalazłem przepiękne muszelki oraz kąpałem się surfując na brzuchu na falach!! Niesamowita zabawa jak zawsze! Następnie pojechaliśmy na plażę „playa Garca” i ta mi się bardzo spodobała, bardzo spokojnie i ładny widok. Następnie wróciliśmy do domu mojej znajomej. Michael pojechał do swojego hotelu a ja zostałem u nich w domu jednakże dziś postanowiłem, że nie będę spać u nich w domu tylko rozbijam namiot a to dlatego, że wieczorem nie ma ciszy i spokoju bo u nich gra cały czas ten telewizor poza tym w nocy koguty robią taki hałas, że to jest masakra.....


Poszedłem więc na boisko piłkarskie tuż obok i zaraz pod lasem z drugiej strony postawiłem namiot. 

moja znajoma o jej córeczki



wspólny posiłek


10 maj 2017 Środa - Jazda rowerem przez dżunglę w japonkach

Dziś rankiem oczywiście owsianka sporządzona w kuchni a następnie rozmowa ze znajomymi. Rozmawialiśmy coś na temat roweru i okazało się, że koleżanka ma rower MTB i może mi pożyczyć abym tutaj sobie pojeździł. Od razu się uśmiechnąłem bo kocham rower a podczas mojej całej dotychczasowej wyprawy nie jeździłem prawie na rowerze. Nie wiem czemu w sumie, pewnie dlatego że cały czas chodzę z moim plecakiem i nie było jakiś okazji na podróż rowerem. Szykuję się więc aby się wybrać na rower, biorę aparat i worek foliowy na niego aby w razie deszczu miał ochronę bo przypominam, że zaczęła się pora deszczowa właśnie. Nie mam butów do jazdy a w moich trekach nie będę jechał także wsiadam na rower w klapkach :D Nie ma to jak jechać na rowerze MTB przez dżunglę w klapach!! Biję na głowę chyba wszystko, tylko Polak tak potrafi jeździć. Wsiadam na rower i jadę drogą bez asfaltu wioską, dojeżdżam do jakiejś rzeki o kolorze brązu oraz krów tam stojących i widząc, że nie ma przejazdu wracam i cisnę w drugą stronę. Następnie kolejna droga bez wyjazdu a dokładnie ślepa bo jest tam jakieś gospodarstwo i nie ma przejazdu ale zaraz zaraz widziałem jeszcze jedną ścieżkę ostro pnącą się w górę! Wracam tam i zaczynam jechać, jest taki upał w tej dżungli że już pocę się strasznie i wiadomo męczę ale daję radę i to w japonkach!!! Od początku poczułem coś dziwnego a mianowicie tylna opona ocierała lekko o ramę i wydawała dźwięk tarcia dopiero potem to ogarnąłem i zobaczyłem co to tak hałasuje. Rower widać nie zadbany zbytnio ale ja dam radę! Dojeżdżam do jakiejś bramy wjazdowej, droga teraz prowadzi w dół i to stromo, po prawej osuwiska ziemiste muszę uważać jak jadę bo nie mam kasku na głowie! Zjeżdżam na dół a potem znów droga pnie się w górę i już słychać małpy wyjce gdzieś w oddali. Potem już po płaskim, wszędzie zielone drzewa dżungli i brązowa rzeka po lewej. Patrzę a w rzece piękne różowe ptaki „espatulas – warzęcha zwyczajna” ale nie jest zwyczajna bo jest różowa!! Widziałem już je wcześniej na plaży w Guanacaste gdy byłem z Cinthią na wyprawie. Wyciągam aparat i robię zdjęcia! Potem zauważam, że nie mam wody w bidonie i cała się wylała. Wkurzyłem się trochę ale zobaczyłem domek tuż obok, podszedłem i zawołałem donośnie „hola” czyli dzień dobry. Wyszła kobieta w średnim wieku a ja zapytałem jej o to czy nie mogłaby mnie obdarować wodą czasem bo mi się wylała. Kobieta zaprosiła mnie do środka i nie dość, że zrobiła mi napój izotoniczny z wody, cytryny i soli to jeszcze chciała mnie zaprosić na jedzenie ja jednak odmówiłem bo jadłem dopiero śniadanie. Zapytałem również gdzie prowadzi ta droga ona powiedziała, że daleko z 60km. Ja zdecydowałem, że jadę dalej kawałek i potem wracam. Podziękowałem za wodę i ruszyłem dalej i tuż za domem znów się zatrzymałem bo usłyszałem małpy „wyjce” i zauważyłem na drzewie całą rodzinę! Wszystkie biegały i zrzucały mango. Zajadały się owocami, był też samiec alfa na drzewie obok który wył głośno i bronił samice z małymi. Chciał mnie odstraszyć ale ja też zacząłem wyć do niego naśladując innego samca alfa a on się wkurzył jeszcze bardziej i wył głośniej! Potem zrobiłem zdjęcia i nakręciłem film oczywiście oraz zebrałem mango które leżało na ziemi i znalazłem takie dobre i soczyste ale obrałem z nich skórkę dlatego, że pewnie mały je dotykały i może palcami sobie grzebały w tyłkach. Czasami jem ze skórką a czasem nie wszystko zależy od sytuacji. Akurat nie miałem wody aby je opłukać a tą z bidonu którą właśnie dostałem nie chciałem przecież marnować. Napełniłem brzuch pysznymi mango czyli węglowodanami i heja dalej. Dojechałem ponownie do jakiegoś miejsca gdzie obsunęła się ziemia i nie można było przejechać. Wróciłem i sprawdziłem ostatnią już ścieżkę i tam kończyła się ona w wodzie...... a dokładnie w brązowej rzece. Postanowiłem, że przedostaję się na drugą stronę i jak się okazało rzeka była płytka także bez problemu rower mogłem przeprowadzić. Idę idę a tu nagle w rzece pasek od japonki mi się urwał.... ściągnąłem je i na boso przez rzekę na drugą stronę ale uświadomiłem sobie, że mam przesrane bo jak teraz niby będę pedałował na boso?? Zobaczyłem jakiś domek skryty za drzewami w dżungli i postanowiłem poprosić o pomoc z tymi klapkami. Podszedłem i zobaczyłem małe ranczo gdzie jakaś dwójka turystów jadła obiadek i lokalni ludzie z gospodarstwa. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem co ja tu robię i powiedziałem o klapku.... Facet powiedział, żebym mu go dał to mi naprawi. Nie minęło 5 minut a facet wraca z moim klapkiem zszytym grubą białą nicią! Klapek gotowy do użytku, będę mógł wrócić teraz do domu! Dziękuję mu serdecznie z uśmiechem na twarzy, jeszcze nie skończyłem oglądać naprawionego klapka a już mnie zaproszono na obiad. Turyści zostawili sporo jedzenia i wybrałem sobie takie bez mięsa czyli ryż, fasolę i warzywa. Rozmawiałem z turystami po angielsku i powiedziałem o mojej autostopowej podróży i przeplatałem to z hiszpańskim dla gospodarzy! Babcia która tam gotowała to powiedziała mi, że ten Pan co mi zrobił klapka to jej syn. Turyści potem sobie pojechali na koniach a ja zostałem sam i kończyłem pomału posiłek. Nagle zaczęło grzmieć i rozpadało się ! Ja na szczęście pod dachem ranczo bezpiecznie sobie przeczekałem. Bujałem się na niesamowitym wiszącym fotelu a potem gdy przestało padać podziękowałem za naprawę klapka i posiłek!! Ludzie są niesamowici!
Zabrałem rower i po raz kolejny przekroczyłem rzekę, jechałem z powrotem ale zauważyłem, że zaraz znowu się rozpada. Jechałem gdy już kropiło, gdy podjeżdżałem pod górę to łańcuch wkręcił się w zębatkę i w szprychę.......! Pozamiatane!! Leje już tak, że jestem cały mokry, aparat w foli schowany nie wiem co robić. Roweru nie mogę nawet prowadzić no bo zablokowana szprycha której nie mogę odblokować. Co robić? Postanawiam, że biorę rower na ramię i wracam do tego domku gdzie pytałem o wodę. Przeszedłem może 600m i tam zawołałem ponownie. Wyszedł mąż tej kobiety i okazało się, że to ten facet od koni który był z turystami na tamtym gospodarstwie wcześniej kawałek wyżej. Po raz kolejny musiałem prosić o pomoc odblokowania szprychy. Facet wziął młotek i jakieś narzędzia i zajęło mu chwilę aby to odblokować. Ustawiliśmy koło również bo było zaciśnięte do ramy pod złym kątem i dlatego się po blokowało wszystko. Ja nie wiem jak oni o ten rower tak dbają, że wszystko było rozregulowane. Taka ulewa w tym czasie była, że masakra. Poczekałem też ze 20min i podziękowałem pięknie za pomoc, oczywiście w międzyczasie poopowiadałem o mojej podróży autostopem i jak tu się znalazłem w tym miasteczku. Potem gdy już przestało padać pojechałem z powrotem i tym razem mogłem wjechać pod górę. Lało tak, że osunęła się ziemia przy drodze w niektórych miejscach i zawaliło na drogę małe drzewo którego tutaj wcześniej nie było gdy jechałem wcześniej!!

jadę rowerkiem przez dżunglę w japonkach

dzikie małpy wyjce

pora przekroczyć rzekę

piękne ptaki




Dojechałem do domu ale i tak pod koniec trasy jeszcze 2 razy mi spadł łańcuch i 2 razy zablokowało się koło bo znów ocierało o ramę. Koło musiało być od samego początku uszkodzone dlatego regulacja zaciskiem nic nie dała, był tylko tymczasowy efekt. Przed samym domem znajomych musiałem odblokowywać jeszcze raz wszystko. Miałem dość!!! Tym bardziej, że to nie mój rower a więc nie chciałem pokazać się z uszkodzonym rowerem bo jeszcze byłoby na mnie.


Przyjechałem cały mokry i zmęczony po tej niesamowitej rowerowej przygodzie dzisiaj. Powiedziałem znajomej również, że rower jest w bardzo złym stanie i musi naprawić te rzeczy bo od samego początku jak wsiadłem na niego czułem, że coś jest nie tak.
Wieczorem doszło do bardzo dziwnej sytuacji! Mianowicie rozmawialiśmy wszyscy wspólnie sobie i dowiedziałem się historii o mojej znajomej, że była wykorzystywana w dzieciństwie seksualnie. Ponad to jej matka jest alkoholiczką była w nałogu a teraz podobno nie pije. Teraz dopiero przypomniało mi się, że to co ktoś powiedział mi o tej turystycznej miejscowości jakim jest miasteczko Nosara w Kostaryce. Powiedziano mi, że jest to bardzo złe miejsce i dochodzi do przemocy w rodzinie i tej seksualnej. Moja znajoma padła ofiarą a jej mama i ojciec pili. Powiedziała mi też, że pomogła swojej mamie i otworzyła jej restaurację rybną bo mama skarżyła się na brak środków do życia. Ponad to od niedawna otworzyli nowy dział SPRZEDAŻ ALKOHOLU!! Teraz to nie tylko restauracja tylko PUB. Od razu byłem w szoku gdy mi o tym powiedziała! Zapytałem jej „coooo? Twoja mama jest uzależniona od alkoholu a Ty jej otwierasz PUB gdzie się chleje alkohol?. Przecież to jest bez sensu sama doświadczyłaś przemocy domowej i gwałtu spowodowanego przez nadużywanie alkoholu a teraz pomagasz w ten sposób mamie?” odpowiedziała mi „no ale moja mama potrzebuje pieniędzy i to dla niej” ja na to „ tak dobrze zgadzam się z tym ale wystarczyłaby sama restauracja bo przecież ona jak będzie tam spędzać czas patrząc i sprzedając alkohol to sama wróci do nałogu i to bankowo!”. Koleżanka oburzyła się totalnie, że ją krytykuję i to wszystko i że nie rozumiem w jakiej oni są sytuacji. Dopiero wtedy przejrzałem na oczy co tu się dzieje w tej wiosce Nosara. Jak można mieć przeszłość związaną z przemocą seksualną itp. i nie rozumieć a nawet nie dać sobie przetłumaczyć, że to wszystko jest przez ten alkohol??W Całej wiosce dochodzi do jeszcze większej przemocy bo jeszcze więcej osób pije! To zamiast ograniczać spożywanie alkoholu to jeszcze więcej sprzedawać należy?? To jest chore! Tym bardziej, że moja koleżanka uległa takiemu fochowi, że nie chciała gadać itp. Nie mogłem zrozumieć jak osoby które zajmują się rozwojem duchowym i chcą prowadzić biznes w postaci szkoły jogi itp. biorą gotówkę z alkoholizmu i przyczyniają się tym samy do jeszcze większej przemocy w tej wiosce! Od razu uświadomiłem sobie, że ja nie chce mieć z takimi działaniami nic wspólnego a tym bardziej pomagać takim osobą i przykładać swoje ręce do tego! Postanawiam, że jutro wybywam na plażę i zwiedzać będę wybrzeże. Jak w większości osoby zajmujące się rozwojem duchowym, jogą i tego typu sprawami nie mają nic tak naprawdę z nią wspólnego. Wręcz przeciwnie za brudne pieniądze i to świadomie czyniąc źle myślą, że czynią dobrze pracując w jakiś szkołach jogi dla kasiastych turystów który też szukają duchowości ale jej nie znajdą jeśli to jest oparte na takiej iluzji i złej energii. Jak widać pierwsze wrażenie poznania kogoś może być bardzo ciekawe i myślimy, że będzie super i fajnie i razem coś podziałamy zrobimy biznes a jak przychodzi co do czego to wychodzi szydło z worka to dopiero poznajemy prawdziwe oblicze naszych znajomych. Ja osobiście nie piję alkoholu i wiem jakie cierpienie on wywołuje na całym świecie. Nie mam zamiaru nigdy przyczyniać się do jego sprzedaży, propagowania ani pomagania w tym innym. Ostatnio czytałem, że ochroną od picia alkoholu jest AMETYST którego nazwa znaczy Nie pijany! Bardzo dziwne ale od ponad półtora roku mam na szyi ten kamień i nie piję! Wszystkim polecam ametysty bo oczyszcza serce i duszę i zaczynasz dostrzegać prawdę!

Napisał do mnie mój znajomy – kierowca który tutaj przywiózł autostopem i napisał mi, że jutro jedzie na plażę nurkować i czy jadę z nim. Złożyło się idealnie, idę spać na boisko piłkarskie pod namiot a jutro pakuję się i ruszam zwiedzać wybrzeże Guanacaste!!!!




11 maj 2017 Czwartek - Piękna plaża San Juanillo


Znajomy przyjeżdża po mnie swoim wypożyczonym SUV'em i ja spakowany żegnam się ze znajomymi którzy dalej nie rozumieją o co chodzi a raczej ta moja koleżanka. Zamiast przeprowadzić dyskusję to się obraziła. Mówię, że jadę na plażę i tam chcę odpoczywać teraz bo jestem zmęczony miastem no i tutaj gdzie oni mieszkają też nie za bardzo idzie jak spać.


Odjeżdżam z kolegą i jedziemy na plażę gdzie on znalazł na mapie aby sobie nurkować. Przyjeżdżamy nad magiczną plażę na północ od miasta Nosara do miasteczka San Juanillo. Widok rozwala system, jest piękna plaża z takim wystającym jakby cypelkiem i skałami! Idziemy z kolegą na plażę, widać tam nawet jaskinię małą! On zakłada sobie maskę z rurką i idzie pływać. Potem zmieniamy się i śmigam ja do wody i oglądam piękne kolorowe rybki pod wodą! Uwielbiam oglądać to co się znajduje pod powierzchnią wody! Kolega byczy się na plaży a ja idę robić zdjęcia na drugą stronę. Potem on mówi, że jest głodny i idziemy do pobliskiego baru on płaci tam za jakieś frytki czy coś i jemy trochę. Są tutaj piękne drewniane szałasy z krzesełkami gdzie można usiąść i wypocząć. Postanawiam, że tutaj zostaję przynajmniej na dwa dni!! Mój znajomy zaproponował mi żebym z nim wracał do Nosara. Nawet nie ma takiej opcji abym wracał do tego miejsca jest tu tak pięknie, że zostaje bo przede mną dzikie noce w naturze! Poza tym koło plaży, jest źródełko z wodą słodką i pitną bijące prosto z ziemi także idealne miejsce do plażowania. Nie muszę martwić się o wodę pitną. Zostaję dziś na noc tutaj i wybrałem idealne miejsce na nocleg a mianowicie w tym szałasie przy restauracji. Zawiesiłem moskitierę na stół drewniany i rozłożyłem maty pod stołem i śpiwór po tym gdy już zamknięto restaurację z powodu deszczu i burzy! Miałem idealne miejsce do tego aby się skryć! W namiocie nie chciałem spać jak nie muszę bo wiadomo, że jest tak gorąco w środku, że nie idzie usnąć.

jestę płetwonurkę







12 maj 2017 Piątek

Kolejnego dnia rankiem wstałem bardzo nie wypoczęty, całą noc śniłem ale był to sen rodem z incepcji ale nie będę go teraz opisywać tutaj. Jednym słowem spędziłem w śnie ok 80 lat mojego życia także mam prawo być zmęczony. Poza tym był to pierwszy tak dziwny sen i tak długi! Jak już uświadomiłem sobie, że wróciłem do naszej rzeczywistości to od razu zacząłem spisywać swój sen oczywiście. Następnie postanowiłem, że pójdę do wioski w poszukiwaniu jedzenia. Znalazłem przy drodze mnóstwo owoców mango leżących na ziemi, tak więc zebrałem sobie do jedzenia bo je uwielbiam. Zaszedłem do jednego z domków gdzie zobaczyłem kury na zewnątrz a kury znaczą jajka ekologiczne a nie te gówno faszerowane antybiotykami i hormonami które kupujemy w sklepach. Podszedłem do otwartego okienka gdzie zapytałem czy sprzedają. Oni powiedzieli, że nie mają dużo ale mogą odsprzedać ale zawołali chyba 200 kolonów za jedno czy jakoś tak bardzo drogo bo normalnie kosztuje sztuka 100. Postanowiłem, znaleźć kogoś kto tutaj sprzedaje miód naturalny, bo przecież prowincja Guanacaste w Kostaryce słynie z produkcji miodu. Poszedłem dalej w górę wioski i zaszedłem do jednego domku i zapytałem najpierw o jajka bo chciałem więcej. W drzwiach ukazały się dzieci i zawołały mamę. Zapytałem kobiety czy ma może jajka i powiedziała mi, że jak najbardziej i może mi sprzedać. U niej kosztują normalnie i nawet zgodziła się na podładowanie moich baterii do telefonu. Oczywiście zaczęliśmy rozmawiać o mojej podróży i jej opowiadałem o zdrowym żywieniu takim jak żywienie rozdzielne, kurkuma itp.


Zapytałem ją również o miód i okazało się, że ma naturalny ul za domem! Zawołała mnie abym tam podszedł i nie mogłem uwierzyć własnym oczom w to co zobaczyłem! Zobaczyłem naturalny ul w uciętym jakby pniu drzewa gdzie znajdowały się pszczoły. Mówili, że mają ten ul kilka lat tutaj w domu bo on jest z lasu. Powiedzieli mi, żebym włożył rękę do ula! Ja się przeraziłem tym co oni mówią ale powiedzieli mi, że pszczoły te nie gryzą! Otworzyli mi ten magiczny ul i byłem w stanie włożyć tam swoją rękę ! Niesamowite doświadczenia! Ul wyglądał kosmicznie! Byłem zafascynowany i dostałem nawet w prezencie pół małego słoiczka z miodu z tego ula!! Potem ładowałem baterie i korzystałem z internetu bo nawet udostępnili mi wifi z telefonu. Zauważyłem też, że od wczoraj pojawił się problem z moimi uszami po tym jak się kąpałem w oceanie. Zaczęły mi się zatykać po tym jak czyściłem je pałeczkami. Teraz próbowałem je wypłukać ale to nic nie dało i chusteczką suszyłem nic. Jeszcze bardziej się zatkały. Dopiero po tym jak płukałem wodą ze szlaucha trochę przeszło ale niestety dalej miałem problem. Nie mogłem się kąpać chyba. Podziękowałem rodzinie za jajka i pomoc oraz posiłek którym mnie obdarowali i poszedłem jeszcze do sklepu po jakieś warzywa. Następnie udałem się na plażę i tam relaksowałem się do wieczora. Oglądałem przepiękny zachód słońca jakiego dawno nie widziałem! Następnie poszedłem pod ten szałas i po raz kolejny schowałem się pod stołem zarzucając moskitierę na stół! W nocy rozpętała się burza także musiałem wstać i przykryć moje rzeczy workiem plastikowym bo deszcz trochę zacinał pod tym dachem.

mój nocleg pod stołem w drewnianym szałasie :D

lepiej być nie mogło



niesamowity dziki ul

po włożeniu ręki do ula i tak jestem szczęśliwy

malutkie pszczółki mariolas mają gniazdo w betonie


13 maj 2017 Sobota

Spakowałem się i zobaczyłem, że na plażę przyszły 2 osoby i pomyślałem sobie, że może zapytałbym się rybaków czy nie odsprzedaliby mi jakiejś świeżo złowionej ryby. Spakowałem plecak i poszedłem do nich i zapytałem się facetów przy samochodzie jak ładowali rybę czy sprzedaliby mi. Kazali mi sobie wybrać rybkę ale ja powiedziałem, że się nie znam i poprosiłem ich aby wskazali mi najsmaczniejszą. Pokazali mi jedną z nich i zapłaciłem jedyne 2tysiące czyli 4 dolary za ogromną rybę. Jedzenie na obiad mam jak znalazł. Potem poszedłem na moją plażę gdzie nabrałem sobie wody ze źródełka. Poszedłem też do miasteczka i znalazłem kolejną rodzinkę która sprzedaje miód. Okazało się, że podarowali mi również owoce ze swojego drzewa. Bardzo mili ludzie. Mam cała butelkę miodu pysznego oraz zrobiłem zakupy żywności i wróciłem na plażę. Dziś spędzam cały dzień tutaj na plaży. Biegałem sobie po plaży, potem musiałem postawić tropik namiotu bo rozpadało się. Ryba moczyła się w wodzie aby się nie zepsuła a potem nożem musiałem ściągnąć z niej bardzo twardą łuskę. Wrzuciłem do garnka i ugotowałem rybkę i zjadłem ją z warzywami! Potem relaks na plaży oczywiście, medytacja itp. tak więc Dziś spałem w namiocie na plaży.

rybka prosto z oceanu od rybaka

Omnomomnomn

kemping na magiznej plaży

jeden w piękniejszych zachodów słońca



Dodaj napis



14 maj 2017 Niedziela - Wędrówka wybrzeżem w stronę plaży Ostional

Dzisiaj Niedziela i zauważyłem, że zaczęło pojawiać się co raz więcej ludzi tutaj. Znalazłem fajne muszelki i takie jakieś duże nasiona drzew które mogłyby robić za grzechotki! Naprawdę rewelacyjna rzecz! Moje rzeczy trochę były przemoczone więc rozwiesiłem je na drzewie. Poczekałem na odpływ i impulsywnie doszedłem do wniosku, że nie ma co tu dłużej siedzieć. Idę w poszukiwaniu miodu i spadam stąd. Spakowałem plecak i zabrałem dwie butelki wody ze sobą i w piekącym słońcu ruszyłem brzegiem po skalistym wybrzeżu tuż za skałą doszedłem do kolejnej ciekawej plaży małej. Potem musiałem przejść po skałach gdzie była masakra bo tutaj skalne półki były wypełnione miejscami z wodą, potężne fale rozbijały się o skały a ponadto znalazłem szczelinę z wpływającą wodą do środka i małą jaskinią. To okazało się najgorszym wyzwaniem dla mnie aby przejść tamtędy z plecakiem, dwoma torbami z jedzeniem i piciem! Masakra! Najpierw poszedłem bez niczego aby sprawdzić trasę i musiałem uważać aby fala mnie nie przewróciła. Druga strona skały była bardzo stroma także miałem problem aby przenieść tam plecak. Musiałem dosłownie poczekać aż woda wpłynie do szczeliny i szybko się przedostać na drugą stronę zanim powróci. Było to nie lada wyzwanie ale udało się!! Jestem po drugiej stronie szczeliny! Teraz powitały mnie skały obrośnięte w kaktusy oraz za nim miejsce z masą drewna i drewnianych bel. Na horyzoncie pojawiła się potężna plaża z pelikanami które tam łowiły ryby! Siedziały na skałach oraz pływały w oceanie bujając się na skałach! Na plaży były tylko 2 osoby i nikogo więcej! Zaraz sobie poszli, przy plaży piękne i ogromne palny kokosowe gdzie wiedziałem już że tu zostaję na tak pięknej i dzikiej plaży. Po raz kolejny wydarzyło się coś niesamowitego bo zobaczyłem sępy i pelikany na jednej ze skał. Coś mi wyglądało dziwne, że tyle tam ich jest! Podszedłem bliżej i to co zobaczyłem to przekroczyło moje wyobrażenia!! Ptaki czekały tam na moment gdy fala rozbija się o małą skałkę i woda wyrzuca na płaską powierzchnię ryby!! Pelikany od razu je łapały do dzioba! Pomyślałem sobie „o ja pierdziele będę miał ryby bez połowu” Poszedłem tam i ptaki zaraz uciekły trochę źle się poczułem, że przerwałem im kolację ale to one pokazały mi to magiczne miejsce! Momentalnie odczułem ogromną radość niewyobrażalną jak to NATURA wskazała mi drogę. Nie muszę martwić się o pokarm nawet i to ptaki i sępy wskazały mi gdzie on jest! Podszedłem do skały i czekałem na tą falę, po chwili wyleciały ryby i zaczęły skakać. Szybko złapałem parę i od razu przetrąciłem im karki aby się nie męczyły i odłożyłem na piasek. Były małe rybki i takie większe, nie mogłem się nacieszyć tym odkryciem wspaniałym. Jednocześnie było mi przykro ale i tak przecież zostałyby zjedzone przez ptaki. Z tego względu, że tymczasowo poczułem iż powinienem zjeść trochę ryb prosto z natury było bardzo ważne ponieważ to co się wydarzyło uświadomiło mi jak Natura nas karmi! To w dzisiejszym świecie jest praktycznie niedostrzegalne ! Także mój kontakt z naturą doceniłem bardzo i byłem bardzo wdzięczny za otrzymany pokarm. Następnie ugotowałem rybki i je sobie zjadłem a gdy już się zrobiło ciemno to poszedłem szukać nocnego życia i widziałem niesamowite kraby kokosowe oraz kraba wcinającego tą rybę która została na skałach. Niesamowite jak to wszystko jest w takim naturalnym łańcuchu pokarmowym! Następnie rozbiłem namiot zaraz przy palmach kokosowych.






śniadanko

nazbierane skarby

pelikany


krabowa ręka

trudna wędrówka wzdłuż wybrzeża



surfujący pelikan

Dodaj napis

zebrany dar natury czyli wyrzucone przez fale ryby



niektóre z ryb padły ofiarą krabów






15 maj 2017 Poniedziałek



Obudziłem się rankiem na plaży przy palmach kokosowych. Spakowałem namiot i wystawiłem rzeczy do wysuszenia. Rano chciałem strącić z palmy te kokosy młode aby się napić wody z nich. Wziąłem kokosa w rękę a raczej twardą łupinę i chciałem strącić w ten sposób. Jednakże okazało się to dla mnie nie wykonalne nawet podczas gdy kokos silnie uderzał o te na drzewie to żaden się nie urwał i nie spadł:/. Przyjechał potem pewien facet na motorze i okazało się że on tutaj pracuje jako ogrodnik bo ta cała posesja przy plaży jest kupiona już z tego względu jest tutaj pewnie asfaltowa ślepa. Pogadałem z nim i zapytałem czy nie wie jak zerwać te kokosy, on powiedział że nie ma problemu. Poszedł w krzaki i wyciągnął stamtąd długi bambusowy kij taki na 8 metrów chyba. Ustawił go na pionowo i zaczął walić w miejsce z kokosami a te zaraz pospadały. Byłem zafascynowany i pokazał mi też jak jak zrobić właściwą dziurkę w nim aby wydostać z niego łatwo wodę. Podziękowałem mu serdecznie a wodę z kokosów przelałem sobie do butelki. Okazało się też, że facet sprzedaje miód a raczej jego kuzyn. Wymieniliśmy się numerami bo wychodzi taniej niż u tej kobiety co ostatnio kupiłem. Następnie on wrócił do pracy przy ogrodzie tam a ja zobaczyłem, że na plaży jest pełno śmieci!! Miałem ze sobą worki na śmieci akurat i postanowiłem, że zbiorę do tych worków tyle śmieci ile zdołam! Takie piękne i dzikie miejsce a taki syf na plaży! Zrobiło mi się smutno i z tej okazji, że wczoraj dostałem pożywienie od Matki Natury w postaci ryb na skałach to postanowiłem się odwdzięczyć i posprzątać na tej plaży! W ciągu krótkiego czasu nazbierałem potężną ilość śmieci, plastiku, klapek, puszek! Masakra. Torby zostawiłem przy drzewie to pewnie ten ziomek co tu pracuje zabierze to potem! Po południu i po sprzątaniu plaży udałem się w dalszą drogę. Zaraz po odpływie oceanu wyruszyłem po skałach przechodząc koło miejsca gdzie wczoraj były ryby. Tam po raz kolejny natrafiłem na potężną szczelinę gdzie wlewała się oceaniczna woda i trudno było przejść. Najpierw musiałem włożyć tam plecak na górę i położyć na skałę, aby się tam wdrapać musiałem wejść po drewnianej belce 2m do góry! Udało się to zrobić ! Następnie doszedłem do miejsca z kolejnymi płaskimi skałami gdzie podczas przypływu wszystko zalane jest wodą! Tutaj zauważyłem wąską ścieżkę na skarpę w miejscu gdzie rosły kaktusy, zostawiłem plecak i wdrapałem się na górę przechodząc na drugą stronę skarpy. Myślałem, że przejdę tędy wzdłuż brzegu oceanu jednak po chwili zauważyłem potężny tunel z wodą i tak głęboki, że gdybym tam wpadł to było by mnie! Fale wdzierały się do środka i myślę. Że gdyby tam ktoś wpadł to fale rozbiły by go o skały! Wróciłem się i znalazłem wąską ścieżkę prowadzącą jeszcze wyżej na tą skarpę ale tym razem w zarośla. Zszedłem po plecak i rozpocząłem wędrówkę w górę małym wąwozem. Od razu zrobiło się niesamowicie gorąco bo już odczuwalny był brak bryzy morskiej. Szedłem zaroślami ale postanowiłem, że podejdę do krawędzi i dopiero wtedy ukazała mi się cała potęga tej skalistej przepaści oraz ten tunel przez który nie mogłem przejść. Poszedłem ścieżką dalej i ujrzałem w oddali przeogromną plażę do której szedłem „plaża ostional” ponownie przez zarośla przebiłem się do krawędzi przepaści i ukazały mi się przepiękne widoki skał osadzonych w wodzie, plaża w oddali no i gdybym stąd spadł w dół to po mnie :D. 
 
Zszedłem ścieżką na dół do malutkiej plaży skąd teraz miałem widok na tą potężna skałę na którą spoglądałem jeszcze przed chwilą z góry. Miałem tam zostać jakiś czas ale już jakiś czas temu zaczął się przypływ i trzeba było iść dalej z tego względu, że na tej plaży nawet nie było jak się rozbić. Kawałek dalej ujrzałem jaskinię!! Potężną jaskinię na samym dole skarpy, tym razem nie wlewała się do niej woda ale na dole leżały kamienie. Założyłem już na głowę moją czołówkę aby tam wejść, jednakże filmując wejście zobaczyłem, że jest tutaj pełno czarnych os i mają swoje gniazda osadzone tuż nad wejściem do jaskini! Już mnie jedna taka osa raz użądliła gdy zbliżyłem się do ich gniazda! Ból był okropny! Nie miałem zamiaru ryzykować swoim życiem wejścia do jaskini bo mogłoby mi się udać ale co jeśli one zauważyłyby mnie i rzuciły się na mnie gdy ja byłbym w środku w ślepym zaułku ? Byłoby po mnie! 

Odpuszczam sobie jaskinię pilnowaną przez strażników w postaci czarnych os. Poszedłem dalej sprawdzić co znajduję się za kolejną skalistą skarpą. Pobiegłem tam i zobaczyłem, że czeka mnie kolejne wyzwanie aby przejść po skałach do plaży ostional. Fale już wdzierają się na skały rozbijając się o nie i chlapiąc wodą ostro na wszystkie strony także nie jest łatwo się przedrzeć. Wracam szybko po plecak i muszę teraz ponownie przejść całą trasę uważając aby się nie poślizgnąć i aby nie zostać zalanym przez słoną wodę. Musiałem się skoncentrować i udało się to zrobić! Potem już tylko musiałem zejść po stromych skałach i tym samym trafiłem na chyba najsławniejszą plażę w Kostaryce jeśli chodzi o oglądanie przyrody a mianowicie na plażę ostional przypływają żółwie składać jaja! Nie jest to jednak zwykła plaża bo ilość żółwi które tutaj przypływają określa się w tysiącach. W zależności od miesiąca i fazy księżyca żółwie przypływają zakopywać swoje jaja w piasku plaży. Jest zabronione jakiekolwiek świecenie białym światłem. Można obserwować je jedynie używając czerwonego światła. Jest to jedno z 3 miejsc na świecie gdzie przypływa tak ogromna ilość żółwi morskich a jednocześnie jedyne miejsce w Kostaryce gdzie legalne jest wydobywanie żółwich jaj. Jednakże gatunek ten „żółw oliwkowy” jest tak jak inne gatunki zagrożony wyginięciem. W ciągu ostatnich lat jego populacja zmniejszyła się o 50 % a wszystko to przez nadużywanie w i nie legalne wydobywanie jaj. Doszedłem do jakiegoś miejsca gdzie wypływa mała rzeczka i tam zgłodniałem więc zrobiłem sobie kolację. Obejrzałem piękny zachód słońca z kolorowym niebem i był ona przepiękny. 


wędrówkado kolejnej plaży ostional





jaskinia z osami


zachód słońca na plaży w ostional
Potem zauważyłem, że jestem blisko drogi głównej czyli hałasu no i jak to złodziei jakiś. Rozpocząłem poszukiwania miejsca na kemping, długo mi to nie zajęło bo zaraz zobaczyłem skarpę za drogą i poszedłem drogą ku górze. Stał tam jakiś dom i paliły się światła, zawołałem „Hola” Czyli dzień dobry. Po chwili psy zaczęły szczekać i wyleciało ich 4 chyba takie niby małe kundle ale były tak agresywne i chciały mnie atakować. Machałem butelką aby je odgonić dopiero wyszła otyła kobieta i je doprowadziła do porządku taki kijem i dała mi go też w razie czego. Zapytałem grzecznie czy nie mógłbym rozbić namiotu tam na górze tej skarpy zaraz przy samej krawędzi. Ona powiedziała, że musiałaby zapytać właściciela i poszła na chwilę do domu i wróciła z pozytywną odpowiedzią. Poprosiłem o to aby napełniła mi butelkę z wodą bo już nie miałem prawie nic. Podziękowałem za pozwolenie i udałem się w górę gdzie pasła się krowa i tam znalazłem miejsce do rozbicia namiotu. Zaraz znów zleciały się te psy ale tylko 2 tym razem ale zaraz je przepłoszyłem, nie byłem pewny co do rozbijania namiotu tutaj no bo nie chciałem aby zaatakowały mnie te psy i jeszcze zniszczyły mój namiot czy coś. Czekałem aż zrobi się całkowicie ciemno, miałem stąd widok na całą plażę ostional ale nie chciałem aby ktoś mnie zobaczył tutaj z drogi, że tu jestem i zostaję na noc bo jak zawsze kamuflaż najważniejszy a szczególnie w takich miejscach jak plaża! Medytowałem trochę wieczorem i cały czas myślałem o tym problemie który mam z uszami i o tym jak go rozwiązać. Jak kładłem się na boku czy zmieniałem pozycję to moje ucho się zatykało i prawie nic nie słyszałem. Do snu jednak to fajnie bo wyciszało mi to panujące hałasy gdzieś tam w oddali.


16 maj 2017 Wtorek - Docieram na plażę Ostional

Obudziłem się rankiem, nocka bez problemowa jednakże bardzo ciężko było zasnąć z powodu panującej temperatury w namiocie. Przydałby się jakiś wiatraczek taki pod micro usb żeby można było się chłodzić. Rankiem gdy otworzyłem namiot ukazał mi się piękny widok na całą plażę ostional jednakże nad oceanem unosiły się ciemne chmury. Na skarpie przy samej jej krawędzi rozbijać namiot to tak jak lubię! Najlepsze widoki i najlepsze emocje w takich właśnie miejscach na krawędzi! Nacieszyłem się widokami na skarpie a następnie spakowałem namiot i powędrowałem ze skarpy do drogi głównej. Wszędzie obok widać było te biedne domki ludzi którzy tam mieszkają ich tereny porastają palny kokosowe oraz skoszona trawa gdzie pasły się krowy. Zobaczyłem tą kobietę która wczoraj mi dała pozwolenie na rozbicie namiotu i była w tym domku na dole. Powiedziałem ładnie dzień dobry i poszedłem drogą. Teraz chcę upolować jakieś owoce mango bo jeszcze leżą na ziemi gdzie nie gdzie. Zapytałem się w jednym z domków pewnej rodzinki czy wiedzą może gdzie znajdę drzewo z owocami mango. Powiedzieli mi, że tutaj już prawie się skończyły ale kawałek dalej po lewej stronie mieszka jedna kobieta która ma duże drzewo z mango i abym się jej zapytał. Poszedłem wskazaną przez nich ścieżką i wszedłem na posesję od razu ukazało mi się potężne drzewo z owocami mango. Zawołałem „Hola” bo nikogo nie było i po chwili wyszła kobieta w średni wieku. Powiedziałem o sobie i o tym, że podróżuję i szukam aktualnie mango aby sobie zrobić śniadanie wraz z moją owsianką. Pani powiedziała, że nie ma problemu i mogę sobie nazbierać. Zapytałem też grzecznie czy jest możliwość podładowania baterii do mojego aparatu, tel i lapka. Ona tak samo zgodziła się i wskazała mi kontakt na ścianie oraz jeden w kuchni. Rozmawiałem z nią przez jakiś czas ale miałem ten problem z uchem i najpierw nazbierałem sobie całą torebkę owoców mango. Drugą część zjadłem na miejscu i dostałem wrzątek do którego wsypałem płatki owsiane. Powiedziałem kobiecie o moim problemie z uchem i chciałem je przepłukać wodą, dała mi szlauch i wlałem wodę ale potem było jeszcze gorzej. Suszyłem chusteczką w środku i nic nie pomogło. Kobieta za jakiś czas powiedziała, że musi iść za chwilę ale poleciła mi pewnego faceta tutaj w centrum wioski i poinformowała, że on może mi pomóc z moim uchem i doradzić. Podała mi jego imię i powiedziała gdzie mieszka. Podziękowałem kobiecie gorąco za owoce mango i pomoc i poszedłem w kierunku centrum. Udałem się najpierw na plażę aby zjeść śniadanko w postaci mojej owsianeczki z miodem. Plaża okazała się niesamowicie długa i szeroka. W piasku zauważyłem pełno rozbitych skorupek od żółwich jaj. Najadłem się niesamowicie i potem postanowiłem się zrelaksować tutaj na plaży. Dopiero potem gdy usłyszałem jakie grzmienie zacząłem się zbierać do tego faceta co mi babka poleciła. Poszedłem pod jakąś restaurację gdzie zapytałem o niego i kelner powiedział mi, żebym zapytał w domku obok. Okazało się, że tym domkiem był mały hostel „cabinas”. Drzwi otworzył mi niski dziadek ale umięśniony. Opisałem swoją sytuację odnośnie ucha. Polecił mi wlać wodę utlenioną aby się tam wszystko przeczyściło. Mówiłem mu, że już to robiłem wcześniej i nie pomogło za wiele a wręcz jeszcze jakby się pogorszyło odczucie. Jednakże podarował mi pół butelki wody utlenionej i postanowiłem spróbować jeszcze raz. Podłączyłem baterie najpierw do ładowania a następnie wlałem wodę utlenioną rozcieńczoną z wodą tak jak na necie wyczytałem i wiem, że to pomaga ale nie zawsze. Facet polecił abym lepiej udał się do lekarza do miasteczka Nosara bo tutaj na wioskach nie ma lekarzy a przyjeżdżają oni tylko raz na tydzień. Postanowiłem, że tak właśnie zrobię. Pan był tak uprzejmy, że pozwolił mi tez sporządzić obiad w swojej kuchni a chodziło tylko ugotowanie jajek na miękko i pokrojenie warzyw. Najadłem się bardzo i odkupiłem jeszcze od niego 10 jaj bo miał własne kury. Pożegnałem się i podziękowałem za pomoc i poszedłem na plażę z planem przejścia jej do końca i rozbicia się gdzieś na plaży albo przy. Chciałem tutaj na plaży w ostional koniecznie zobaczyć żółwie jak składają jaja i wychodzą na ląd ale dowiedziałem się, że dopiero będą to robić 21 maja gdy księżyc będzie w nowiu. Miałem jeszcze trochę czasu i to akurat idealna pora aby załatwić sprawę z uszami. Poszedłem plażą i zobaczyłem małe rozlewisko czyli rzekę łączącą się z plażą i trochę się przestraszyłem bo zauważyłem znak „dont swim crocodiles – nie pływać krokodyle!” jak są tam w wodzie to mogą też ukrywać się gdzieś koło plaży. Najpierw obejrzałem kolejny piękny zachód słońca a potem udałem się dalej aby szukać miejsca na rozbicie namiotu. Na plaży było dużo ludzi jeszcze jak na tą porę także jeszcze bardziej się oddaliłem i znalazłem na samym końcu pewną ścieżkę idącą od plaży udałem się nią i przeszedłem koło domku gdzie paliło się ognisko, jakiś pies mnie obszczekał i zobaczyli mnie ludzie niestety. Skręciłem dalej w lewo koło tego domku i cicho przeszedłem na pole gdzie było zielono, znalazłem płaskie miejsce bez traw, atakowały mnie ogromne ilości komarów. Potem przejechał tamtędy motor i nie byłem pewny czy rozbijać się koło samej drogi ale jakoś zaufałem jednak temu miejscu i rozbiłem się tam właśnie. Po raz kolejny po wejściu do namiotu było tak gorąco, że nie mogłem zasnąć, przejeżdżały parę razy obok jakieś motory ale nikt się nie zatrzymał. 

ostrzeżenie przed tsunami

w okolicy pełno krokodyli ale ja i tak rozbijam namiot :D



17 maj 2017 Środa Wizyta u laryngologa

Tej nocy rozpętała się jakaś burza i padał deszcz. Wstałem wcześnie rano i po spisaniu moich snów oraz spakowaniu plecaka udałem się ścieżką dalej zgodnie z mapą która prowadziła przez dzikie pola w kierunku miasteczka nosara. Zobaczyłem, że znów się chmurzy i zaczyna padać to schowałem się pod drzewem jednak to nie był dobry pomysł bo zaraz dopadły mnie ukrywające się tam komary! Nie mogłem w spokoju jeść moich owoców mango bo komary zaraz siadały i mnie cięły. Poczekałem chwilę pod tym drzewem i jednak deszcz ustał za jakiś czas. Po mimo tego, że kapała woda z gałęzi to plecak nie zmókł bo ochroniłem do pokrowcem. Ścieżka przez pola okazała się bardzo błotnista, zauważyłem jakieś rozdroże i zgodnie z moją mapą skierowałem się w prawo. Przywitała mnie zaraz jakaś biała czapla a potem gdy poszedłem kawałek dalej udało mi się złapać stopa jakimś jeepem z 2 młodymi chłopakami i jakąś turystką Gringo z USA która im płaciła za to aby ją wozili i aktualnie jechali do Nosara aby zakupić jakaś pralkę. Wysadzili mnie na skrzyżowaniu przed centrum. Tutaj drogi bez asfaltu także błotko się zrobiło po deszczu ale szedłem dalej i próbowałem złapać stopa i zatrzymało się to taxi w postaci 3 kołowego motorka. Był to facet z dzieckiem i powiedział, że podwiezie mnie motostopem do centrum. Gdy wysadzał mnie pod czerwonym krzyżem to powiedział mi tylko abym nikomu nie mówił, że podwiózł mnie za darmo bo miałby kłopoty ze swoimi kolegami moto taksistami. Podziękowałem gorąco i podszedłem do budynku czerwonego krzyża, zapytałem o lekarza i czy mógłby mi pomóc z uchem. Jednakże w budynku był tylko jakiś ratownik dyżurny i powiedział, że nie ma lekarzy i pojechali pomagać ludziom na jakąś tam plażę. Zapytałem go w takim razie czy nie zna tutaj jakiegoś lekarza spoza czerwonego krzyża który mógłby mi pomóc jakimś niskim kosztem prywatnie bo jak wiemy w Kostaryce cena za prywatną opiekę medyczną jest kosmiczna. Powiedział, że jest tutaj pewna pani doktor dał mi jej imię i nazwisko i nazwę przychodni gdzie ona przyjmuje. Poszedłem w tamtym kierunku więc z buta i złapałem kolejnego stopa pod samą przychodnię z jakimś facetem który jechał na motorze. Wszedłem do przychodni do apteki i powiedziałem o mojej sytuacji z uchem i ładna dziewczyna farmaceutka powiedziała, że nie ma aktualnie pani doktor i wraca dopiero jutro czy pojutrze. Doradziła mi jednak abym poczekał chwilę bo są asystentki tej pani doktor i one mogą zobaczyć co się dzieję z uchem.


Pojawiły się 2 kobiety w średnim wieku i zaprosiły mnie do gabinetu i tam jedna z nich zajrzała mi do środka ucha i okazało się, że jest zapchane! Trzeba zrobić płukanie ucha dokładnie to co chciałem aby mi zrobiono wiedziałem, że to najlepsza opcja. Jedna z kobiet wzięła strzykawkę i zaczęła wlewać płyn, zrobiła to w taki sposób, że bolało mnie to ale wypłynęło ze środka! Był to papier czy tam chusteczka którą suszyłem sobie ucho jakiś czas temu! Jak sama powiedziała kobieta MASAKRA! No a ja się przyznałem, że to moja wina chyba bo najpierw czyściłem uszy w środku pałeczkami a potem gdy mi się zapchało płukałem i myślałem, że woda nie chce wychodzić to przeczyściłem kawałkiem chusteczki. Wszystko jednak zaczęło się od pałeczek do uszu! Nigdy ale to przenigdy nie czyścimy uszu pałeczkami bo wpychamy tylko wszystko do środka zamiast wyciągnąć. Teraz mam nauczkę. Kobieta zabrała się za czyszczenie drugiego ucha. Potem powiedziały mi nawet, że nie będzie mnie ta pomoc nic kosztować tylko poleciły mi antybiotyk w kropelkach bo miałem zapalone jedno ucho. Do drugiego ucha polecono mi kupić glicerynę i zawszę czyścić tylko gliceryną w kropelkach żadnymi pałeczkami!

Podziękowałem serdecznie za pomoc i powiedziano mi również abym przyszedł na kontrolę po 5 dniach gdy skończę zakraplać to ucho tymi kropelkami w postaci antybiotyku. Powiedziałem, że przyjdę i już cieszyłem się wychodząc niesamowicie, że mogę normalnie słyszeć no i za to że pomoc mnie nic nie kosztowała. Nie było pani doktor i było mi to na rękę bo gdyby była to policzono by mnie za wizytę atak to jej asystentki okazały swoje dobre serca i zrobiły mi płukanie ucha bezpłatnie. Naprzeciwko był pewien budynek gdzie postanowiłem zapytać o podładowanie baterii przed tym jak pójdę na plażę. Kobieta bez problemu pokazała mi gniazdko na zewnątrz budynku. Mogłem podłączyć baterie do ładowania które wczoraj byłem tylko trochę w stanie podładować. Dostałem nawet 4 litry mleka kokosowego takiego bio i bez cukru bo kobieta pracuje w hotelu i jej turyści czasami dają różne takie mleka kokosowe. Ludzie naprawdę są rewelacyjni tutaj i mają wielkie serca.


Spędziłem tam sporo czasu ładując te baterię i postanowiłem zeszyć dokładniej te dziury w namiocie które ostatnio wygryzły mi mrówki w namiocie. Cześć z nich się trochę otworzyła na tej drobnej siateczce wentylacyjnej także musiałem poprawić a no i poza tym znalazłem jeszcze nowe dziury których wcześniej nie zauważyłem.

Podziękowałem potem za kolejną pomoc i wymieniłem się z właścicielem numerami. Zaprosił mnie ponownie abym wpadł kiedyś jak będę przy okazji. Wyruszyłem na pieszo drogą w kierunku tej plaży która mi się spodobała playa guiones. Miałem ze sobą wodę i te 4 litry mleka kokosowego z tyłu przymocowane do plecaka i strasznie ciężko było mi iść. Nie wiem ile tam kilometrów będzie ale wątpię, że uda mi się tam dojść dzisiaj przed zmrokiem. Mój humor jeszcze się zepsuł gdy zobaczyłem potężne wysypisko śmieci w dżungli, jacyś biedni ludzie tam grzebali w śmieciach. Śmietnisko to wszystkie śmieci z miasteczka Noasara, widok tego był bardzo przykry a zapach jeszcze bardziej! Bardzo jestem wrażliwy na punkcie natury i jej wyniszczania, ciągła konsumpcja i nie zliczone ilości odpadów, plastików i brak recyklingu i segregowania śmieci przyczynia się właśnie do takich widoków i wyniszczania środowiska naturalnego. Minąłem to wysypisko i próbowałem złapać jakiegoś stopa i zatrzymała się pewna dziewczyna i okazało się, że jedzie tylko kawałek dalej i przeprosiła mnie, że nie może mnie ze sobą zabrać. Jednakże miałem szczęście bo zatrzymał się jakiś młody kierowca takiej małej ciężarówki i zabrał mnie ze sobą. Jechał daleko dlatego mogłem się z nim zabrać do samej plaży tam gdzie chciałem dojechać a nawet na inną lepszą i bardziej spokojną. Znalazłem się na plaży zwanej „playa graca” bardzo spokojnej i nie uczęszczanej prawie przez turystów. W zatoce bujały się łódeczki rybackie a ja zaraz przez samym zachodem słońca poszedłem plażą w kierunku kilku palm które zobaczyłem na samym końcu plaży. Jak szedłem to obserwowali mnie jacyś mężczyźni pijący browary ale ja jak zawsze nie utrzymuję kontaktu wzrokowego z takimi osobami i nie zwracam na nich uwagi. Zawszę gdy idę z dużym plecakiem jestem obserwowany także muszę być pewny siebie nie patrzeć na osoby które mogłyby się do czegoś przyczepić czy mi zaszkodzić. Szedłem po plaży i musiałem przejść miejsce gdzie rzeka pływała do oceanu, także buty ściągnąłem i potem już na boso do samych palm kokosowych. Tam znalazłem idealne miejsce na rozbicie namiotu i kemping. Tak mi się spodobało że postanowiłem, że spędzę tutaj ze 2 dni. Namiot rozbiłem na piasku koło małej palmy kokosowej. Wieczorem zacząłem stosować sobie do uszu te krople które mi przepisano i nawet ustawiłem sobie alarmy na godziny 3x dziennie abym nie zapomniał. W końcu mogę się cieszyć nie stłumionymi odgłosami natury !


18 maj 2017 czwartek - Jestem na plaży Garca

Rankiem zostawiłem namiot w miejscu pod palmami i pobiegłem szybko po plaży do centrum tej wioski aby zakupić jedzenie. Kupiłem w sklepie jajka, warzywa, owsiankę, nalałem również wodę do plastikowych butelek które miałem ze sobą. Wróciłem szybko na plażę i poszedłem w stronę namiotu na szczęście nikt nie szedł w tamtym kierunku ani nikt nie kręcił się koło namiotu. Oczywiście jak wyruszałem to zabrałem najważniejsze rzeczy elektronikę i pieniądze oraz dokumenty. Torebki w których niosłem zaopatrzenie ważyły niesamowicie. Dziś cały dzionek spędzam na plaży, rano medytacja oraz podziwianie natury. Czytam książkę sobie w ebooku „endoekologia zdrowia” super sprawa odnośnie tego jak być zdrowym, wody utlenionej i żywienia rozdzielnego, oczyszczania organizmu itp.

Gdy nastał odpływ to zobaczyłem na skałach pewną kobietę która tam szukała jakiś owoców morza na skałach. Postanowiłem, że ja też poszukam i zrobię to co robiłem raz na kanarach. Zabrałem nóż i garnek do którego będę zbierał te takie małże które są przyssane do skał. Podszedłem do skał i zobaczyłem te małże i sprawdziłem na necie jak one się nazywają „ czaszołka pospolita” podważałem je nożykiem tak aby oderwały się ze skał. Chodziłem zupełnie na boso i szukałem te czaszołki aby je sobie zebrać na obiadek dzisiejszy. Po zebraniu pewnej ich ilości zmieszałem wodę z butelki z tą z oceanu i zagotowałem te owoce morza. Potem musiałem je oczyścić z wnętrzności co do przyjemnych nie należało ale potem były już gotowe i zmieszałem sobie je z jajkami gotowanymi na miękko i surówką którą zjadłem wcześniej bo zgodnie z tym co piszę autor książki „endoekologia zdrowia” wszystkie pokarmy pochodzenia roślinnego przy żywieniu rozdzielnym jest najlepiej zjeść ok 15min przed posiłkami węglowodanowymi lub białkowymi. Napełniłem żołądek i oglądałem kraby kokosowe które śmigały wszędzie dookoła namiotu i jedzenia. Nawet zrobiły dziurki w mojej koszulce którą położyłem wcześniej na ziemi do wysuszenia….. . Po południu padał deszcz co jakiś czas i przestawał także część czasu spędziłem w namiocie wczesnym wieczorem i zająłem się czytaniem książki oraz rozmową na whatsapp itp. 


mój kemping na plaży garca

ogromnie długa plaża garca

medytacja

i kolacja prosto z oceanu :D



19 maj 2017 Piątek - Ruszam Dalej w stronę miasta Nosara


Dzisiaj piękna pogoda nastała idealna na poranne ćwiczenia i relaks. Potem postanowiłem gdy nastał odpływ, że dziś ruszam dalej wzdłuż plaży odkrywać nowe tajemnicze miejsca i dzikie plaże! Pobiegłem tak jak wczoraj do sklepu zostawiając namiot pod palmami bo nikogo tu nie było. Dokupiłem jedzenie i nabrałem większą ilość wody bo znalazłem małe buteleczki które przepłukałem i napełniłem wodą. Wróciłem do miejsca obozowania i tam spakowałem wszystko i przygotowałem się do drogi. Założyłem plecak, do jednej ręki jedna reklamówka do drugiej druga z jajkami owiniętymi ręcznikiem i po skałach poszedłem wzdłuż brzegu oceanu. Za skarpą zobaczyłem mały domek, w oddali zobaczyłem kolejną skarpę skalistą ale wydało mi się, że nie da rady tamtędy przejść. Sprawdziłem mapę z widokiem tutaj na to miejsce z satelity z map google i zobaczyłem, że jest jakaś ścieżka przez las. Udałem się więc w kierunku tego domku i nie było tam nikogo. Zastałem jedynie małpy które skakały po drzewie mango i starały się mnie spłoszyć. Wszystkie mango które leżały na ziemi były już zgniłe znalazłem parę takich zielonawych bardziej kwaśnych. Poszedłem ścieżką prosto przez dżunglę oczywiście nie było nikogo, odbiłem w prawo i szukałem przejścia do tej plaży kolejnej. Okazało się że nie było tak nikogo, dzika błotnista ścieżka, kolorowe ptaki. Doszedłem do momentu gdzie teren był ogrodzony drutem kolczastym ale była ta taka bramka którą można sobie otworzyć. Otworzyłem ją i przeszedłem na drugą stronę, przywitały mnie małpy nawet w tym czasie gdy przechodziłem. Potem błotnista droga rozdzieliła się na 3 inne, wybrałem tą w prawo, kolejne dwa rozwidlenia i po raz kolejny w prawo jednakże pomyliłem się bo zobaczyłem, że jestem po tej samej stronie co byłem na plaży tylko nieco wyżej no i w dżungli. Musiałem więc wrócić i udać się inną drogą, była tam jakaś drewniana konstrukcja dla koni. Potem wszedłem w chaszcze i szedłem słuchając szumu oceanu bo były kolejne 2 drogi ale nie wiedziałem którą iść. Zobaczyłem tuż obok, że jest ta plaża na którą chciałem się dostać. Zszedłem na dół i zobaczyłem widok rodem z raju, dzika plaża, po prawej stronie jakaś ogromna skała z falistymi wzorami jakiej moje oczy jeszcze nie widziały. Po lewej stronie plaża ciągnęła się daleko ale widok urywał się za kolejnym jakby zakrętem. Zostawiłem plecak i poszedłem zobaczyć co tam dalej jest i widok powalił mnie z nóg bo w oddali rosły palmy kokosowe przy samej plaży, totalnie dzika plaża! Już wiedziałem, że rozbijam tam namiot. Tutaj skarpy są tak strome że nawet nie ma gdzie rozbić namiotu bo w nocy jest przypływ i woda dochodzi do samej skarpy. Palmy kokosowe które widziałem w oddali były idealnym rajskim rozwiązaniem. Mało tego słońce akurat chyli się ku zachodowi a tego nie mogę przegapić. Wróciłem do miejsca gdzie zostawiłem plecak i stamtąd poszedłem koło tej skarpy z falistymi wzorami. Aby zobaczyć zachodzące słońce to musiałem pójść na skały i być z drugiej strony skarpy. To co zobaczyłem to po raz kolejny zwaliło mnie z nóg. Z oceanu wystawały skały pod kątem i pochylały się na prawo takiego pięknego widoku jeszcze nie widziałem jeśli chodzi o brzeg morza czy oceanu. Słońce zachodziło tuż nad oceanem, w oddali fale potężne a z prawej strony kolejna skarpa którą słońce dotykało podczas swojego zachodu! także ściągam buty i staję boso na ziemi i patrzę prosto w życiodajne słońce. Po przepięknym zachodzie zabrałem wszystkie swoje rzeczy i poszedłem po kamienistej plaży w stronę tych palm. Okazało się, że jest tam jakaś mała piaskowa droga tutaj do samej plaży ale nie wygląda mi to na miał się tutaj ktoś zjawić. Palmy kokosowe rosną tutaj w dwóch rzędach i jest to doskonałe miejsce na rozbicie namiotu. Wieczorkiem wykąpałem się w oceanie ale nie pływałem bo podłoże było jakieś skaliste i trochę miałem stracha, że coś tam mnie może ukłuć a poza tym już błyskało się kawałek dalej i nadchodziła burza. Zjadłem sobie kolację i potem usiadłem na piasku koło drewnianej kłody i robiłem zdjęcia i oglądałem przepiękne błyskawice i pioruny walące w taflę oceanu i rozświetlające się w chmurach. Najpiękniejsze zakończenie tego dnia jakie chyba było możliwe to właśnie ta burza i jej fotografowanie w zupełnej dziczy i ciemności jakie trudno chyba nawet sobie wyobrazić.
niesamowite skały

Znalazłem totalnie dziką plażę na nocleg

ale najpierw zachodzik słońca



<3

wieczorem rozpętała się potężna burza


20 maj 2017 Sobota

W nocy miałem bardzo dziwny sen a mianowicie, że spałem sobie w namiocie w tym samym miejscu pod palmami i zjawili się jacyś goście z maczetami i mnie atakowali. Przebili mi namiot i chcieli mnie zabić…. Rankiem obudziłem się i spisałem ten sen który był tylko częścią jeszcze kilku innych. Otworzyłem namiocik i ukazał mi się widok niesamowitej plaży. Po prawej stronie zobaczyłem w oddali tylko jedną osobę był to rybak stojący w wodzie i zarzucający sieci na ryby a poza nim nie było nikogo. Poranna joga na plaży, potem owsianka z kakao. Chciałem strącić z palmy kokosowej te kokosy ale nie dało rady, rzucałem w nie kamieniami, skorupami kokosowymi i nawet nie ruszyły się. Następnie postanowiłem, że wejdę na tą palmę i zerwę tego kokosa ale nie dałem rady a poza tym gdy rzucałem próbowałem strącić je takim długim liściem palmowym spadły mi na głowę jakieś ogromne czarne mrówki. Dałem sobie z tym spokój jednak. Potem usiadłem na plaży i medytowałem. Gdy tak sobie medytowałem i wsłuchiwałem się w dosyć głośne szumy fal nawet nie usłyszałem jak przyjechał nad samą plażę jakiś ciężarowy samochód o pomarańczowym kolorze. Zobaczyłem przy nim 3 ciemnoskórych facetów z maczetami!! Pomyślałem sobie w jednym momencie „o ku..wa przecież dokładnie to mi się śniło 3 facetów z maczetami którzy mnie chcieli zarąbać!” Po raz kolejny uwierzyłem w potęgę moich snów w których widzę przyszłość jednakże nie wiem o niej dopóki nie dochodzi do tego momentu. Niedaleko stał mój namiot także podszedłem tam i powiedziałem tylko dzień dobry. Zobaczyłem, że mają ze sobą jakiś sprzęt do sprzątania i te maczety i zauważyłem, podnoszą liście palm i chyba uporządkowują tutaj plażę. Zapytałem ich więc „ co przyjechali Panowie sprzątać tutaj plażę?” Oni mi potwierdzili i zapytałem jednego z nich czy nie mógłby mi pomóc ściągnąć tego kokosa z drzewa, on powiedział że ok nie ma problemu. Wspiął się na palmę niczym małpa i jego kolega mu potem rzucił maczetę do góry którą zerwał mi 3 kokosy! Podziękowałem mu bardzo. Zapytałem go chyba o to bo czułem aby za dużo nie rozmawiać z tymi ludźmi po mimo tego, że sprzątali wydawali mi się dziwni. Zrobiłem to w celu odwrócenia uwagi, nie pytali mnie jednak co tu robię i nie mieli pretensji o nic. Czułem wewnętrznie, że coś tutaj nie gra. Podziękowałem za kokosy zerwane i skoncentrowałem się dalej na sobie, nie patrzyłem zbytnio co oni robią itp. Zajęci byli sprzątaniem. Moja cisza i relaks się skończyła w momencie ich przybycia na plażę. Potem poczułem aby iść dalej brzegiem oceanu w kierunku kolejnej plaży. Spakowałem rzeczy i gdy ni zaczęli palić na plaży palmowe liście ja ruszyłem dalej i pożegnałem się z nimi. Szedłem duży kawał bo plaża ciągnęła się w nieskończoność, kolejne wystające z wody kamienie pod kątem. Doszedłem do skarpy i za nią widok niesamowity. Po lewej stronie ogromna skarpa skalista pionowa a w oddali ta mała plaża o nazwie „wrak statku” jednakże żadnego wraku tam nie widziałem. Skarpa skalista po lewej stronie była bardzo niebezpieczna bo co jakiś czas spadały kamienie z niej itp. Bałem się przechodzić pod nią bo była potężna. Jednak dałem radę i dopiero z drugiej strony zobaczyłem jej ogrom! Szedłem w kierunku tych palm na horyzoncie po drugiej stronie. Po lewej stronie zobaczyłem mały domek przy samej plaży i dwóch facetów siedzących na werandzie. Powiedziałem dzień dobry i chciałem iść dalej. Jeden facet zapytał mnie skąd idę i skąd jestem, powiedziałem mu, że idę praktycznie z buta wzdłuż plaż aż od plaży San Juanillo, przez plażę Ostional i Nosarę. Oni się zdziwili i mnie zapytali czy dzisiaj stamtąd wszystko to przeszedłem? Zaśmiałem się i powiedziałem, że raczej byłoby to nie możliwe i że obozowałem na różnych plażach po drodze a dziś spałem tutaj na plaży niedaleko. Facet zaprosił mnie, że jak chcę to mogę zostać u niego i odpocząć trochę. Podszedłem do nich z plecakiem i przywitały mnie dwa młode szczeniaczki. Powiedziałem, że jestem z Polski a tych dwóch facetów to Francuzi jak się okazało. Powiedział mi, że wynajmuje on ten teren tutaj i ten domek i że podróżował po świecie ok 15 lat!! Wpadłem w podziw, że gościu też tyle podróżował. Zaproponowali mi browary ale powiedziałem, że nie piję już od jakiegoś czasu. Kolega jego potem wrócił tam gdzie mieszka aktualnie czyli bardzo turystycznego miasteczka niedaleko stąd jakim jest miasteczko Samara. Pogadaliśmy sporo potem wieczorem, okazało się też że ma on agregat prądotwórczy na paliwo i ma tu prąd także mogłem podładować sobie trochę baterie. Rozbiłem potem namiocik niedaleko domku Francuza bo raczej nie jestem przyzwyczajony do spania u kogoś a poza tym 2 małe pieski hałasowały. Postawiłem więc namiot na kamyczkach pod drzewem w nocy rozpętała się burza i sporo padało także nie wyspałem się zbytnio tej nocy.

moja dzika plaża


Dodaj napis




21 maj 2017 Niedziela - plaża Barco Quebrado

Plaża ta na którą dotarłem jest naprawdę magicznym miejscem! Dosłownie nie ma tam nikogo! Przywitałem się rankiem z moim nowym znajomym Francuzem i z 2 małymi psiakami. Słoneczko już grzeje od rana i niesamowita cisza i spokój jedyne co słychać to szum fal oceanu. Usiadłem na krześle i rozmawiałem z moim znajomym i zapytałem go o te samoloty co tu latają takie małe nisko bo mówię, że już druga raz widziałem. Teraz rano i wczoraj wieczorem na tej dzikiej plaży. Kolega powiedział, że jeden to samolot który lata z turystami a drugi taki mały śmigłowy który lata niżej to na ten teren w dżungli niedaleko stąd. Powiedział mi , że oni tam lądują i wyładowują narkotyki czyli NARCOS. Tak zwani narkosi czyli przemytnicy narkotyków lądują tam właśnie. Powiedział mi, że ta dzika plaża na której wczoraj spałem należy do nich i w sumie miałem szczęście że nic mi się nie stało, ale jakby szedł tam przez dżunglę i by mnie zobaczyli akurat podczas tego rozładowywania towaru czy coś to byłoby po mnie……


Po tym co mi powiedział nie mogłem w to uwierzyć i byłem w totalnym szoku!!! Przecież śniło mi się tych 3 facetów z maczetami co potem przyjechali sprzątać plażę niby ale to nie wszystko! Kolejną częścią snu było to, że byłem gdzieś wysoko w górach i był jakiś hangar właśnie, ja wspiąłem się na dach i potem zobaczyłem jak wysoko jestem i byłem wysoko w górach potem uniosłem się w powietrze pod wpływem wiatru i zauważyłem jakiegoś mojego kolegę któremu powiedziałem że lecimy. Razem niczym postacie z Dragon Balla polecieliśmy nad górami, potem ukazał się nam właśnie jakiś taki las jak dżungla i ona chciał tam wylądować, z góry było widać, że ziemia jest czerwona. Dopiero gdy znaleźliśmy się w lesie kolega chciał nagrać jakiś głupi filmik na youtube a ja nie chciałem obróciłem się i zobaczyłem, że z tyłu za plecami mam duży okrągły plac który był lądowiskiem dla helikopterów. Potem latałem gdzieś tam jeszcze dalej nad plażami itp.


Dopiero teraz skumałem, że miałem rację!! Po tym jak powiedziałem Francuzowi o tym śnie to sam nie mógł w to uwierzyć! Śniło mi się przecież, że latałem, czerwona ziemia co mogło znaczyć że jest to krwawa ziemia i lądowisko! Śniłem dokładnie o tym co on mi powiedział! Był to teren narkotrafikantów NARCOS’ów. Skądże mogłem o tym wiedzieć? Zostałem ostrzeżony w śnie i następnego dnia mi się wszystko sprawdziło 3 facetów z maczetami – sprzątaczy dzikiej plaży i teraz Francuz opowiada mi o tym samolocie! Po prostu nie mogłem po raz kolejny uwierzyć w ten proroczy sen który zdarza czy spełnia mi się zawsze następnego dnia! Coś niesamowitego.


Kolega powiedział, że oprowadzi mnie po swoim tutaj terenie i poszliśmy wraz jego pieskami podziwiać jego plantacje bananów, drzewa z owocami mango i inne wspaniałe rośliny. Miejsce to istna dżungla i to zaraz przy plaży. Poszliśmy tam na jego plantację i szliśmy ścieżką gdzie widziałem też jakieś dziwne małe grzybki. Węży żadnych nie było na szczęście. Potem wróciliśmy do domu, przyszykowałem sobie śniadanko na kuchence jego. Potem on pojechał coś załatwiać do miasta z samochodem bo mu silnik wysiadł no i gdzieś tam auto zostawił. Musiał zamknąć domek także ja sobie wziąłem wodę i dziś postanowiłem, że sobie napiszę wspomnienia z wyprawy i nadrobię zaległości. Także dzionek na dzikiej plaży przy szumie oceanu Spokojnego minął na spisywaniu wspomnień na bloga. Jak wrócił mój znajomy to sporządziłem sobie obiadek i zapytałem czy też chce ale on nie był głodny. Jak widać każdy ma swoje pory na jedzenie i nie powinno się mieć ustalonego jakiegoś czasu na obiad gdzie wszyscy jemy o danej godzinie bo to nie idzie w parze z naturą i totalnie rozregulowuje pracę organizmu. Jesteśmy głodni to jemy , nie jesteśmy to nie jemy!

Kolega powiedział mi bardzo ważną informację, że kolejna plaża w kierunku gdzie zmierzam jest plażą Aktora Mela Gibsona! Tak Mel Gibson kupił cały ten teren który znajduję się po drugiej stronie. Byłem po raz kolejny w szoku no i mu skomentowałem „w fajnym miejscu mieszkasz po jednej stronie NARCOS czyli przemytnicy narkotyków a po drugiej plaża i tereny Mela Gibsona :) „ Jutro chyba się zbieram i ruszam dalej na kolejną plażę która należy bo Mela Gibsona.

mój kolega pokazuje mi swój potężny tropikalny ogród


taki ma widok


i mieszka w domku przy plaży niczym robinson crusoe



22 maj 2017 Poniedziałek - Idę na plażę Pana Mela Gibsona :D

Dziś kolejny piękny dzionek, spędzam poranek na rozmowach z Francuzem i potem zabieram się za pisanie wspomnień na bloga. Mój znajomy powiedział mi też o super właściwościach miodu z tego gatunku pszczół które są bardzo malutkie i tutaj zwą się „Mariola” mówię mu, że mamy takie imię w Polsce. Miód ogólnie ma super lecznicze właściwości i leczy się nim wzrok i działa na rany, oparzenia i stłuczenia. Mój kolega stosuje go aktualnie na oparzenie na nodze które mu się pojawiło w skutek oparzenia od silnika motoru. Ma nawet mały ul z tymi pszczołami i ten miodek. Dał mi spróbować i jego smak przebija wszystkie te miody które próbowałem do tej pory. Poza tym ze względu na swoje lecznicze właściwości jego cena wynosi tutaj ok 20$ za 100ml miodu! Masakra chyba jest to najdroższy miód ever!


Po południu Francuz powiedział mi, że ponownie musi zamknąć chatę i rusza do miasta ale nie wie czy wraca dziś czy nie. Ja powiedziałem, że nie ma najmniejszego problemu i ruszam dziś dalej na kolejne plaże no i tą obok plażę Mela Gibsona i jego teren. Spakowałem wszystkie swoje rzeczy pożegnałem się z nim i on pojechał na motorze. Ja zostałem jeszcze chwilę i poszedłem szukać owoców mango ale znalazłem tylko takie zielone. Potem zabrałem się i poszedłem plażą w kierunku palm kokosowych i domku. Okazało się , że mieszka tam rodzinka z Nikaragui i pilnuje tutaj terenu. Na ziemi leżały duże kokosy to zapytałem tej rodzinki w domku czy mogę sobie je wziąć. Zgodzili się także sobie podniosłem 2 z nich i nożem zacząłem je otwierać nożem co do łatwych nie należy. Przyszedł do mnie ten facet i powiedział, że mi da maczetę będzie łatwiej. W końcu pomógł mi wydostać w tej twardej skorupy potężnego kokosa. Zobaczyłem, że rodzinka ma kury to od razu wiadomo zdecydowałem się na zakup paru jaj. Zapytałem o przejście na tą plażę następną i czy można tutaj przejść dżunglą. Oni powiedzieli, że można ale są takie chaszcze i mogą być węże czy coś powiedzieli, że lepiej iść dalej do drogi głównej i stamtąd odbić na plażę. Ja powiedziałem, że lubię przygody i za daleko mi aby iść taki kawał i tyle kilometrów. Podziękowałem za wskazówki bo chłopak zdradził mi , że jest tutaj mała ścieżka wąwozem takim malutkiego wyschniętego strumyka ale tylko kawałek a potem zbocze i masakra. Powiedziałem, że spróbuję, akurat tam gdzie było to wejście znalazłem leżące na ziemi owoce mango. Wyrzuciłem tamte zielone które wcześniej zebrałem i podniosłem te duże, słodkie. Rozpocząłem wędrówkę przez dziką dżunglę zaraz przy plaży i to po terenie Mela Gibsona!! Masakra już oficjalnie wszedłem na prywatny teren Mela! Wszystko ciężkie, plecak, woda, jedzenie pocę się jak świnia. Komary wszędzie słyszę. Chaszcze były w niektórych miejscach tak gęste to myślałem że nie dam rady. Modliłem się żebym tylko nie trafił na jakiegoś węża bo wtedy po mnie!! Wchodziłem wyżej i wyżej i byłem już bardzo zmęczony. Cały czas dżungla, wszedłem na jakąś drogę ale okazało się, zgodnie z satelitą, że to ślepa droga także nawet nie było co iść wzdłuż niej. Musiałem dostać się do kolejnej bo sprawdziłem, że tylko ona potem dochodzi do tej plaży. Przedzierałem się dalej w górę i w końcu dotarłem to drogi dzikiej w dżungli Mela Gibsona! Cały ten ogromny teren należy do niego a ja tutaj się przedzieram! Zauważyłem, że jestem w najwyższym punkcie bo potem droga już schodziła w dół ale wiedziałem, że to ta droga bo sprawdziłem mapę. Byłem tak zmasakrowany tym przedzieraniem się przez te chaszcze dżungli i to bez maczety, że musiałem usiąść i odpocząć konkretnie. Z takim ciężarem, w takich warunkach i takiej temperaturze to masakra. Nawet gdy siedziałem to nie miałem spokoju bo atakowały mnie wszędobylskie komary! Potem już miałem z górki przez jakiś czas ale potem znowu pod górkę jednakże był taki punk widokowy z drogi i było widać całą tą zieloną dżunglę z góry. Dopiero teraz zdałem sobie sprawy z jej potęgi i ogromu. Szedłem dalej i słońce chyliło się ku zachodowi chciałem oczywiście dzisiaj zrobić mój „Sungazing” ale zachmurzyło się i niestety nici z patrzenia w słonko. Ścieżka prowadziła w dół i potem doszedłem do jakiegoś terenu ze skoszoną trawką i jakiejś chaty ale nikogo tam nie było. Musiałem przeczołgać się pod drutem kolczastym i wyjść z tego terenu prywatnego! Wszedłem na ścieżkę i zobaczyłem pełno palm kokosowych i tym samym wkroczyłem na kolejną plażę – plażę Mela Gibsona! Mel Gibson raczej jest tu nieobecny bo kręci pewnie jakiś nowy film w Hollywood! Okazało się, że na plaży było tylko 4 osoby. Posiedzieli jeszcze trochę po tym jak przyszedłem a potem zebrali się i zostałem sam. Na plaży było takie fajnie drzewko migdałowiec dziki po którym rozłożyłem wszystkie moje rzeczy i potem zrobiłem sobie kolację. Wrzuciłem jajka do wrzątku a potem wyłączyłem gaz aby zaoszczędzić tak jak robię od dłuższego czasu. Ugotowałem jajka na miękko i zjadłem je z warzywami. Na plaży były liczne dziury w piasku a to oznacza kraby. Mam tylko nadzieję, że mi nie pogryzą namiotu tak jak ostatnio mrówki. Rozbiłem namiot najpierw a potem wszedłem tam i czytałem sobie książkę, na zewnątrz czasem jest ciężko wytrzymać z powodu ogromnej ilości gryzących Cię komarów.



docieram na plaże Mela Gibsona


23 maj 2017 Wtorek 
 
Wstałem wcześnie rano tuż po wschodzie słońca i po otworzeniu namiotu ukazał mi się ponownie rajski widok, pusta szeroka plaża i zupełnie nikogo. Poszedłem potem sobie popływać w oceanie i w tym miejscu fale są takie jak lubię czyli nie za małe i nie za duże co pozwala surfować na nich na brzuchu. Fala zabiera Cię na swoim grzbiecie a ty płyniesz wraz z nią – chyba nie ma nic przyjemniejszego :D 

Dziś totalny relaks na tej plaży, no może do momentu w którym przyszli ludzie i mały 2 osobowy helikopterek zaczął przelatywać nad tą plażą co jakieś 30min. Wycieczki z turystami oczywiście. Ja uważam iż cała turystyka niszczy środowisko naturalne i przyczynia się do jego dewastacji tak naprawdę. Kupuje się nowe tereny, ziemię które są ostoją dla lokalnej zwierzyny i roślinności a to wszystko po to aby postawić tam jakieś hotele czy domki do wynajęcia. Zielona magia znika, natura też a pojawiają się w tym miejscu plaża pełna ludzi i tym samym o ciszy i spokoju można zapomnieć. Dzikie miejsca pomału przepadają i niedługo chyba w ogóle będzie o nich można już zapomnieć. Nie pozostanie nic do odkrycia, wszystko będzie prywatne zamiast publiczne.
Oczywiście za jakiś czas zjawili się też turyści całe szczęście, że jakieś tam pojedyncze osoby. Nie było tak źle więc bo jak bym miał przebywać na jakiejś plaży z tłumami turystów to bym chyba zwariował. Dziś skupiłem się na medytacji po mimo tego, że co jakiś czas przelatywał tam helikopterek. W naturze nie myśli się za dużo człowiek chce mieć tylko ciszę i spokój, wyciszyć myśli i osiągnąć totalny stan skupienia i relaksu. Po drzewie i koło mnie łaziła ta jaszczurka iguana która zainteresowała się chyba moim jedzeniem. Po tym jak objadłem się owocami mango rzuciłem jej resztki to od razu się na nie rzuciła i zaczęła zajadać. Dziś wieczorkiem poszedłem sobie w zupełnie inne miejsce rozbić namiot na drugą stronę plaży. Tam też koło dziurek krabów ale wiatr wiał od strony lądu i było bardziej rześko niż ostatnio.

Piękny kemping na plaży Mela Gibsona


Panoramka