Dziś właśnie mija dokładnie 2,5 roku od momentu gdy postawiłem swoje stopy w Ameryce Południowej!! Z tej okazji przygotowałem coś zupełnie innego niż dotychczas tak więc zamiast pisać coś na blogu to tym razem zrobiłem krótki filmik.
Sporo osób pytało mnie zawsze "a gdzie zdjęcia selfie, czemu nie robisz selfie?" Odpowiedź jest prosta; bo nie przepadam za bardzo za tego typu zdjęciami i prawie ich nie wykonuje. Jednakże poszperałem na moim dysku i znalazłem ich nawet całkiem sporo, zebrałem je w całość i postanowiłem zaprezentować jak zmieniała się moja facjata przez te 2,5 roku podróży w Amerce Łacińskiej ;)
Także zapraszam serdecznie na filmik pt. "66 twarzy Jacentego" ;D pozdrawiam goraco!
Ps. Zapraszam do komentowania i która twarz tobie najbardziej przypadła do gustu haha ;)
Kolejnym
ciekawszym wydarzeniem było spotkanie kolejnej rodaczki :). Najpierw
w ogóle o tym jak się skontaktowaliśmy.
Kasia
napisała w grupie autostopowicze czyli my posta odnośnie tego iż
wpada do Kostaryki i czy ktoś tam jest z Polski. Ja tego posta nie
zauważyłem na facebooku ale oznaczył mnie Maciek Badziak –
kolega podróżnik. Tak też zobaczyłem posta dopiero i napisałem
do Kasi gdy ma jakieś pytania niech pisze na priv.
Poszedłem
dziś na TEC aby skorzystać z internetu i jakąś godzinę przed
planowanym wyjściem z tutejszej biblioteki napisała do mnie Kasia i
powiedziała iż dziś przyleciała na Kostarykę i jest w Cartago. W
Cartago? Ale jaja przecież ja tu mieszkam! Mało tego powiedziałem
jej, że jestem na uniwersytecie technologicznym także może tu
przyjść jak chce. Okazało się iż mieszka też niedaleko stąd i
przyleciała do kuzynki której mąż jest profesorem tu na uniwerku!
Tośmy się oboje zdziwili!! Poza tym dziś w ogóle to miałem
jechać do San Jose i zarabiać na ulicy ale jakoś intuicja mi
podpowiedziała abym nie szedł tylko zrobił sobie dzień wolny i
poszedł do biblioteki na neta i proszę jakie zaskoczenie:). To już
setny jak nie tysięczny dowód na to iż zbiegi okoliczności nie
istnieją!
Umówiliśmy
się więc pod biblioteką na 13:00. Gdy bujałem się na huśtawce
zauważyłem idącą wysoką dziewczynę o włosach koloru blond
także wiedziałem iż to Kasia. Przywitaliśmy się serdecznie i na
zaczęliśmy rozmowę na tej huśtawce właśnie. Kasia powiedziała
iż przyleciała z USA bo była na wymianie studentów i właśnie ją
zakończyła i chcieli wysłać ją samolotem do Polski ale ona
zapytała czy zamiast do Polski mogą jej bilet do Kostaryki załatwić
i tym ciekawym sposobem znalazła się tutaj odwiedzając kuzynkę.
Kasia studiuje finanse a raczej już kończy bo w 27 października z
tego co pamiętam ma mieć obronę aby zdobyć tytuł magistra.
Opowiedziałem jej w wielkim skrócie o mojej ponad 3 letniej podróży
autostopem. Pytała mnie również o miejsca do zwiedzenia to
poleciłem parę mi znanych w tym dwa wulkany które musi zobaczyć
bo przecież u ich podnóża mieszkamy a są to wulkan Irazu oraz
wulkan Turrialba który jakoś od maja tego roku się ponownie
uaktywnił i wyrzuca co jakiś czas kłęby pyłu wulkanicznego co
zostało przeze mnie udokumentowane i z filmowane podczas mojej
wyprawy tam:)
Zaproponowałem
Kasi iż możemy się razem wybrać na to gospodarstwo które ma mój
przyjaciel Bernal u którego wynajmuję pokój i powiedziałem, że
jak chce to możemy się tam wybrać jutro w górskie, zielone tereny
z rajskimi motylami i rzeką.
28 wrzesień 2016
Jedziemy na gospodarstwo
Umówiłem
się z Kasią na uniwerku o 9:00 przy a stamtąd poszliśmy do mojego
mieszkania gdzie zapoznałem Kasię z jego właścicielem Bernalem.
Kasia była zafascynowana malowidłami oraz tą roślinnością w
środku. Wsiedliśmy do jeepa Bernala i pojechaliśmy najpierw po
jego znajomego którym okazał się chłopak skejcik przypominającym
z wyglądu skrzata. Następnie do sklepu kupić ser, bułki oraz
masło i Kasia zakupiła sobie piwka i cuba libre czyli rum z colą.
Po drodze Bernal zakupił jeszcze kozie mleko. Pojechaliśmy na punkt
widokowy skąd było widać pięknie całą dolinę z miastem Orosi
oraz jezioro. Wstąpiliśmy też do pewnego domku dwóch braci
bliźniaków którzy zajmują się wyrabianiem rzeźb z drewna
kawowego. Liczne figurki dziadów i babek z laskami oraz twarze
zrobiły na mnie wrażenie tym bardziej iż przypominały drzewa Enty
z władcy pierścieni.
Następnie
zjechaliśmy w dół nad to jeziorko i dojechawszy do tamy ujrzeliśmy
wytryskującą wodę na moście zatrzymaliśmy się tam aby zrobić
zdjęcia tamy i zobaczyliśmy piękną tęczę tworzącą się z tej
wytryskującej wody której źródłem okazała się pęknięta tuba.
Koło
tamy grill także Kasia spróbowała jakiegoś tam mięcha i
pocisnęliśmy do miasta orosi. Bernal po raz kolejny zaprosił nas
do spróbowania czegoś nowego a były to orzeszki ziemne w panierce
cukru z trzciny cukrowej i to z przyprawą chili.
Miało
to miejsce tuż pod Kościołem i to najstarszym i jako najlepiej
zachowanym w całej Kostaryce a jego data powstania to chyba 1730r. W
jego wnętrzu przywitał nas Jezus w niebieskiej sukience.... . To
już po raz kolejny w Ameryce Łacińskiej rzeźby i twarze Jezusa po
pierwsze są w tutejszym odcieniu czyli Jezus – Latynos oraz jego
stroje i zdobne szaty jakich jeszcze oczy nie widziały. Tym razem
wersja niebieskiej sukienki która raczej według mnie zrobiła
parodię z osoby Jezusa i wyglądało to komicznie :). Jaki kraj –
taki Jezus hehe tak to bym podsumował.
Wsiedliśmy
do auta i pojechaliśmy już w stronę tego gospodarstwa ale
zaliczyliśmy jeszcze jeden przystanek. Zatrzymaliśmy się
mianowicie przy drodze gdzie pewien facet w takim otwartym namiocie
sprzedawał owoce Pejibaye - Wilhelmka wytworna czyli owoce
palmowe. Kasia miała okazję spróbować i podsumowała tak jak ja
smakuje jak taki słodki ziemniaczek. Mało tego tutaj piję się
wodę z młodego kokosa zwaną „Pipa” która podobno jest
najzdrowszą i najczystszą wodą jaka istnieje na naszej planecie.
Pipa wiadomo co oznacza po Polsku:) „Pipa fria” oznacza „zimna
pipa” także mieliśmy też okazję napić się przez słomkę
prosto z zimnej pipy hehhe czyli z młodego kokosa.
Finalnie
dojechaliśmy na gospodarstwo gdzie zjedliśmy owoce pejibaye z
majonezem oraz ja przygotowałem kanapki na wypad w góry. Owoce
popiłem mlekiem z kozy którego chyba nie piłem od ponad 20 lat.
Pamiętam tylko tyle, że jak byłem mały to miałem alergię na
mleko z krowy i rodzice kupowali mleko od kozy Dobrocina i tak się
wyleczyłem z alergii. Mleko od kozy jest super zdrowe a już nie
wspominając o pysznych serach. Chcesz jeść zdrowo i bez chemii
które ładowane są teraz wszędzie do jedzenia oraz w postaci
antybiotyków, sterydów i hormonów podawanych zwierzętom? To kup
sobie kozę :) Bernal piję alkohol taką tutejszą wódkę która
robiona jest z trzciny cukrowej – Cacique ale jest on szalony bo
pije ją z mlekiem czasem i to teraz z mlekiem kozim co sam
zaprezentował! Takiego czegoś jeszcze nie widziałem aby pić
alkohol z mlekiem! Wariactwo!
Zabraliśmy
się i poszliśmy drogą w górę, podejście okazało się stromę
dosyć także trzeba było chwilę odsapnąć. Doszliśmy na górę i
weszliśmy w las, było pełno błota na ścieżce także
zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki ale udało nam się usłyszeć
przynajmniej małpy wyjce oraz zobaczyć tę piękne, ogromne i
niebieskie motyle – morpho.
Wróciliśmy
do drogi głównej i poszliśmy tym razem w inną stronę dalej idąc
w górę. Znaleźliśmy opuszczoną drewnianą chatę, jakieś
płótniane poniszczone wigwamy. Ukazał się piękny widok na góry,
las oraz wulkan Irazu w oddali. Zeszliśmy niżej i weszliśmy do
opuszczonej chaty gdzie posililiśmy się kanapkami oraz ciastkami
akurat podczas gdy rozpadał się deszcz. Ktoś zostawił tutaj
garnki, przyprawy, olej a nawet biblię. Po ulewie gdy schodziliśmy
na dół udało się nam zobaczyć kolorowego tukana siedzącego na
drzewie iglastym.
Wróciliśmy
na dół na gospodarstwo gdzie dojedliśmy platany z serem a raczej
ja dojadłem bo Kasia już była pełna.
Przed
17:00 wróciliśmy z powrotem do Cartago i podwieźliśmy Kasię do
miejsca gdzie mieszka jej kuzynka aby nie musiała iść z buta spory
kawał i tak się już dziś nachodziliśmy w tych górach.
Dolina Orosi
Z Kasią Rodaczką
przy tamie z Kasią
takiee tęcze !!
Escobary
Przepiękne rzeźby z drewna kawowego
Entowie
rodzina Entów
Kościół w Orosi
Jezus w sukience !! Jezus Latynos :)
Samochód Komunisty Bernala
Jest i Fidel Castro pilnujący drzwi kierowcy
jest i Lenin pilnujący drzwi pasażera
owoce palmowe - pejibaye
lodówka rewolucjonistów Kostaryki
idziemy w góry
Dzięcioła na iglaku to rozumiem
ale Tucan na sośnie ?
Bernal jest artystą i maluje portret biologa którego zamordowano bo bronił żółwi które są na wyginięciu.....
Poniżej film z mojej wyprawy z Kasią z Polski: (film z napisami PL)
29 wrzesień – 21 październik 2016
Okres
ten oczywiście spędzony na ulicy w pracy, kolejni wspaniali ludzie,
uśmiechy, piękne dziewczyny chodzące po tej ulicy gdzie gram.
Dzielenie się moimi historiami oraz polecanie mojej strony
internetowej.
Poza
pobytem na ulicy spędzam czas też w domu w Cartago aby odpocząć i
jak zawsze poczytać pewne wartościowe rzeczy oraz coś obejrzeć.
Znalazłem też już jakiś czas temu pewnego starca który mieszka
nie daleko i sprzedaje zdrowe, swojskie mleko od krowy za cenę
1000crc (2$) za 2,5l co jest dla mnie rewelacją. Kupiłem z tej
okazji też płatki śniadaniowe których strasznie dawno nie jadłem
i przy okazji zdziwiło mnie iż znalazłem z supermarkecie „Pequeńo
mundo” musli z Czech :) Jeszcze tu nie widziałem żadnych
produktów od naszych płd. sąsiadów a tym bardziej z Polski. Także
ucieszyłem się iż mogłem kupić coś z rejonu bardzo bliskiego mi
bo mieszkam na płd. Polski przy samej granicy z Czechami, poza tym
zawsze jeździło się z rodziną na jakieś wycieczki tam czy zakupy
także prawie jak w domu :)
12 październik 2016
Kasia
z Polski chciała się ponownie spotkać i poprosić mnie abym
pokazał jej stolicę Kostaryki czyli miasto San Jose. Zgodziłem się
więc i rankiem spotkaliśmy na uniwersytecie w Cartago a stamtąd
poszliśmy na dworzec autobusowy i pojechaliśmy do San Jose.
W
trakcie jazdy opracowywałem trasę wliczając w to muzeum narodowe
do którego chciała iść Kasia. Jak dojechaliśmy do miasta
zobaczyłem na horyzoncie czarne chmury a więc jak chcemy coś
zobaczyć to musimy się sprężać bo może zaraz padać.
Zaczęliśmy
zwiedzanie od Parku głównego „Parque Central” oraz Katedry
„Metropolitana” tuż obok. Następnie poszliśmy na plac „plaza
de la Cultura” i wstąpiliśmy do teatru narodowego. Chcieliśmy
wejść do muzeum pre Kolumbijskiego muzeum złota „Pre- Colombian
museo de oro” ale za wejście dla obcokrajowców 10$ !! Ceny z dupy
tutaj wymyślają sobie. W innym muzeum „ Museo de jade” czyli
przed Kolumbijskiego muzeum wyrobów z kamienia które tworzyli
tutejsi Indianie powiedzieli nam tą samą cenę. Poszliśmy więc na
pewien bazar z rękodziełami, kolorowymi torbami oraz instrumentami
muzycznymi a następnie do tego muzeum narodowego który wstęp
okazał się w końcu bez płatny. Pierwsze i chyba najlepsze
wrażenie jak dla mnie zrobiły motyle „morfo” te piękne,
ogromne i niebieskie motyle to moje ulubione. W zrobionym w środku
ogrodzie motyle miały położone na tackach owoce guayaby które
sobie sączyły i dzięki temu można było do nich podejść i
zrobić zdjęcia czy nakręcić film, nieco wyżej okazało się iż
jest też specjalne miejsce gdzie motyle opuszczają swoje kokony i
przechodzą metamorfozę :) .
Następnie
poszliśmy do parku narodowego „parque nacional” tam przerwa na
szamę i lody „copos” które sprzedają jeżdżący z wózkami
mężczyźni na ulicy :)
Potem
przez kolejny park „parque Morazan” i na ulicę główną
„avenida central” gdzie pracuje na ulicy i gram. Tutaj Kasia
poszukiwała jakiś bluzek. Ze sklepów poszliśmy do „Mercado
Central „ czyli na ten targ miejski gdzie kupiłem parę warzywek
potem na kolację i wróciliśmy do Cartago po dniu zwiedzania San
Jose.
Na
następny dzień zostałem zaproszony przez Kasię i jej kuzynkę na
obiad wegetariański także poszedłem w odwiedziny zapoznając się
z Joanną i jej synkiem Adasiem. Także zostałem ugoszczony ,
pogadali my i zjedli.
17 - 19 październik
2016 didgeridoo
Właściciel
domu gdzie mieszkam zaprosił nas mieszkających tutaj na wypad w
góry w stronę wulkanu Turialba który już od maja wyrzuca co jakiś
czas pył. Pojechaliśmy ja, Anderson, Martin oraz Dawid. Po raz
kolejny piękne widoki górskiego klimat:
Poniżej film z tej
wyprawy z Polskimi Napisami:TYLKO DLA DOROSŁYCH 18+
Kolejnego
dzionka pojechaliśmy też z Bernalem na gospodarstwo gdzie wcześniej
byłem z Kasią. Tym razem ja, Martin i Dawid pojechaliśmy tam aby
szukać bambusów na instrumenty didgeridoo które chcemy zrobić.
Instrumenty
są kozackie i grali na nich Aborygeni – indianie z Australii w
moim przekonaniu od tysięcy lat!! Poza tym dźwięk tego instrumentu
jest co raz bardziej powszechny i występuje bardzo często łącząc
rytmy muzyki trance. Moim ulubionym zespołem w tym klimacie jest
„Hilight tribe”.
DIDGERIDOO
Nazwa
instrumentu nie pochodzi od żadnego aborygeńskiego słowa ale od
irlandzkiego wyrażenia „Dudaire Dubh” znaczącego dosłownie
„czarny trębacz”. Słowo to po raz pierwszy pojawiło się w
druku w 1926 roku.
Didgeridoo
ma kształt rury, zazwyczaj o długości od 1 do 1,5 m, bardzo rzadko
spotyka się instrumenty krótsze lub dłuższe. Autentyczne
aborygeńskie didgeridoo robione są z lokalnych odmian eukaliptusów,
zazwyczaj z głównego pnia drzewa, choć spotyka się instrumenty
zrobione z bocznych gałęzi. Rzemieślnicy wytwarzający te
instrumenty spędzają dużo czasu wyszukując odpowiednie drzewo,
które musi w środku być wyjedzone przez termity, bez naruszenia
zewnętrznej części pnia.
Aby
uzyskać odpowiedni dźwięk, należy nie tylko dmuchać do
instrumentu, ale raczej „buczeć”. Większość doświadczonych
muzyków grających na didgeridoo wykorzystuje tzw. technikę oddechu
cyrkulacyjnego, polegającą na równoczesnym dmuchaniu powietrzem z
ust i wciąganiu go do płuc przez nos. Używając tej techniki,
dobry muzyk może nieustannie grać jeden modulowany dźwięk tak
długo, jak tylko chce. Na współczesnych nagraniach mistrzowie
didgeridoo potrafią grać nieustannie przez parę godzin.
Nie
istnieją żadne solidne źródła, według których można by
określić dokładnie, kiedy instrument ten został wynaleziony,
niemniej często można spotkać się ze stwierdzeniem, że jest to
jeden z najstarszych instrumentów dętych na świecie. Badania
archeologiczne aborygeńskich malowideł skalnych w północnej
Australii sugerują, że mieszkańcy rejonu Kakadu używają
didgeridoo od przynajmniej 1500 lat.
Dla
aborygenów zamieszkujących północną Australię didgeridoo jest
ważna częścią ich kultury i odgrywa kluczową rolę w wielu z ich
tradycyjnych ceremonii, w czasie których na didgeridoo mogą grać
tylko mężczyźni.
Dotarliśmy
do miejsca przy rzece gdzie rosną bambusy i poszliśmy z maczetą i
piłą aby szukać odpowiednich. Najpierw jednego z bambusów ściął
sobie Dawid potem Martin a ja cierpliwie czekałem na maczetę bo
piła tępa. Ściąłem 2 bambusy, odmierzyłem długość oraz
przyciąłem na mniejsze kawałki. Martin pajacował i rzucił
maczetą w ziemię aby pokazać jak się wbija. Niestety nie poszło
mu to a ja w tym samym momencie dostałem ziemią w lewe oko, zaraz
mnie przeprosił po tym. Na tym nie koniec bo gdy maczetowałem
bambusa kawałek uderzył mnie po raz kolejny w lewe oko. Na
szczęście nic się nie stało poważnego chodź zastanawiałem się
czy aby na pewno bo czułem przez cały ten dzień jakbym coś miał
pod powieką i odczuwałem ból. Na szczęście kolejnego dnia
wszystko minęło.
Z
miejsca wycinki bambusa poszliśmy zabierając po jednym w stronę
gospodarstwa. Spory kawałek tam mieliśmy a ponadto rozpadał się
deszcz także przyszliśmy cali mokrzy. Zjedliśmy obiadek.
Potem rozpocząłem pracę nad moim didgeridoo. W pierwszej
kolejności należało metalowym prętem przebić membrany (miejsca
styku poszczególnych segmentów bambusa) tak aby dobrze oczyścić
jego wnętrze. Następnie zrobiłem ustnik szlifując górę bambusa.
Potem sprawdziłem jak brzmi moje własne Didgeridoo. Okazało się
iż brzmi super teraz kwestia praktyki.
Pojechałem jeszcze kolejnego dnia i zrobiłem jeszcze 3 kolejne i
znalazłem odpowiednią długość i tonację dźwięku bo tamte
wcześniejsze okazało się trochę za ciężkie i dźwięk nie był
tak czysty. Tym razem z 4 instrumentów wybrałem jeden najlepiej
brzmiący :)
W następną niedzielę pojechałem aby zobaczyć się z Cinthią
i wręczyłem jej również 2 didgeridoo aby praktykowała bo tak na
prawdę to ona wspomniała o tym instrumencie Didgeridoo że by
chciała mieć i zainspirowała mnie do ich stworzenia i również
posiadania. Nauka gry na nim nie jest taka prosta jak się wydaje bo
to jest tak jakby tuba w którą należy odpowiednio dmuchać aby
wydobyć konkretny dźwięk:)
Poniżej film przedstawiający moje poszukiwania odpowiedniego
bambusa oraz fragment jego wytwarzania:
Okres
od powrotu ze świątyni skrytej w zielonej dżungli minął mi
niespodziewanie szybko i postaram się opisać w skrócie co się
działo przez ten czas.
Mianowicie
wróciłem do Cartago gdzie teraz mieszkam i jak wcześniej większość
dni spędzam na ulicy dorabiając sobie a w wolne chadzam albo na
uniwersytet TEC gdzie mogę bezproblemowo używać internetu. Mój
współlokator Martin zarejestrował mój komputer i telefon jako
jego na studenta i mam teraz dostęp do wifi. Jest to specjalny
system także nie dało rady zalogować się znając hasło i nazwę
użytkownika. Uniwersytet technologiczny tu w Cartago jest zaledwie
200m od mojego mieszkania także jest git :)!
Zafascynowałem
się prędkością internetu którą sprawdziłem na tej stroncewww.speedtest.net/pl/
co
czynię od jakiegoś czasu aby wiedzieć z jakim łączem mam do
czynienia a szczególnie prędkością wysyłania ze względu na
wrzucenie zaległych filmów na youtube oraz dropbox aby zabezpieczyć
dane. Prędkość jaka mi się pokazała to ponad 100mb na ściąganie
i chyba z tego co pamiętam 20mb na wysyłanie co i tak tutaj jest
rewelacją, niestety jednak po prawdziwym teście użytkowania
okazało się iż tak wiele osób korzysta z tego łącza iż
przesyłanie filmów na youtube okazało się bardzo powolne.
Któregoś
dnia na ulicy zarabiając hajs podeszła do mnie dziewczyna i
zapytała mnie co tu robię itp. Oczywiście opowiedziałem jej o
mojej podróży. Dziewczyna ma na imię Mariana i zapytała mnie czy
będzie mogła zrobić o mnie film na vimeo do jej projektu.
Oczywiście zgodziłem się i umówiliśmy się ja któryś dzień.
Mariana
pojawiła się na umówiony dzień i przyszła wraz z jej mamą o
włosach koloru rudego co tutaj jest rzadkością. Zapoznałem się z
jej mamą i jak się okazało jest artystką. Poszliśmy z ulicy do
parku ale akurat zaczęło padać tak więc miałem chwilę aby zjeść
obiadek zapakowany do plastikowego pudełka. Potem gdy deszcz ustał
poszliśmy do parku i tam dopadła mnie mała trema przed kręceniem
klipa ale ogarnąłem to. Tak więc przy żywym tle zielonych roślin
oraz kwiatów wypowiedziałem się na temat mojej podróży i
filozofii oraz dlaczego w ogóle zacząłem podróż. Powiedziałem o
tym jak ważna jest w życiu wolność, otwartość umysłu i
poznanie prawdy o otaczającym nas świecie oraz również o
kłamstwie i zniewoleniu przez system w którym żyjemy.
Następnie
zostałem zaproszony do wegetariańskiej restauracji Vishnu gdzie
wypiłem kawę oraz rozkoszowałem smakiem pysznych lodów.
Jeszcze
spotkałem się kolejnego dnia aby nagrać krótki kolejny klip gdy
jestem na ulicy.
Film o mnie! Wersja Angielsko - Hiszpańska:
Oczywiście
podczas tego okresu spotkałem jeszcze wielu innych wspaniałych
ludzi którzy byli pomocni, zainteresowali się moją historią tak
więc dzieliłem się z nimi moim doświadczeniem oraz polecałem jak
zawsze moje strony internetowe czyli blog podróżniczy po polsku
gdzie jest tłumacz oraz nowego bloga po hiszpańsku odnośnie bardzo
ważnych rzeczy na drodze ku wolności, zdrowiu oraz podróżowania
:)
pojechałem do miasta Cartago rankiem więc i odebrał mnie
spod kościoła chłopak który mieszka w tym hostalu. Ma na imię
Martin i pochodzi z Wenezueli ale mieszka tutaj ponad 12 lat w
Kostaryce jak wyjechał miał 19. Zaskoczył mnie niesamowicie fakt
iż mieszkał on w Wenezueli w dżungli zalewie 30min drogi od
najwyższego wodospadu na świecie „Salto Angel” który ma ponad
900m wysokości!! Polecam wszystkim niesamowitą znaną bajkę „Up”
magiczna historia powiązana właśnie z tym wodospadem. W Wenezueli
nie byłem ale jak się tam pojawię to oczywiście wodospad zaliczam
a może mi się nawet uda postawić swój dom mam tu na myśli rozbić
mój namiot na skałach na samym szczycie tego wodospadu co
oczywiście zostało zainspirowane filmem animowanym „Up”.
Po
wędrówce na małą górkę, jak się okazuje jesteśmy na miejscu i
jesteśmy w moim nowym domu czyli hostalu dla Indian z Kostaryki. Dom
nazywa się „ Casa los Indios” i prowadzony jest przez mężczyznę
który mnie do niego zaprosił o imieniu Bernal i powiedział iż
mogę spokojnie zostać na tydzień czy dwa bez żadnych opłat.
W
środku na ścianie pełno malowideł w tym portrety znanych
rewolucjonistów i uwaga Komunistów. Jest portret Che Guevary, Boba
Marley'a, Mahatma Gandhiego, rewolucjonistów z Boliwii, nawet Fidela
Castro. Jak się okazuje właściciel jest komunistą z Poglądów
ale jak się okaże to wspaniały człowiek a komunizm w Ameryce
Łacińskiej to zupełnie inna historia niż znany nam Europejczykom.
Mnie takie poglądy zupełnie nie interesują a jak ktoś jest
zainteresowany historią komunizmu w Ameryce Południowej i Środkowej
to odsyłam do wujka google aby tam sobie poszukać.
Teraz
napiszę odnośnie właściciela który od 12 lat prowadzi ten hostal
dla Indian. Tak naprawdę nie jest to hostel bo działa zupełnie
darmowo!! Funkcjonuje to na takiej zasadzie że lokalny szpital
znajdujący się tutaj w mieście Cartago ma pewnego rodzaju
porozumienie z tym ośrodkiem. Biedni Indianie mający problemy
zdrowotne i trafiający do szpitala są tam informowani o tym iż w
przypadku gdy nie mają gdzie zostać na noc mogą się zatrzymać w
tym właśnie domu „Casa de Indios” bo tutaj nic ich to nie
kosztuje!! Właściciel może i jest komunistą ale to w żadnym
wypadku nie jest gorszym człowiekiem do innych a wręcz przeciwnie!
Człowiek ten oferuje biednym Indianom mieszkającym w rezerwacie
Indian „Reserva Indígena Cábecar Chirripó „ darmowe noce,
pozwala skorzystać z kuchni i toalety! Bernal jest niesamowitym
człowiekiem pomagając innym i to zupełnie bezinteresownie! Dlatego
ja mam w dupie sugerowaniem się i patrzeniem na ludzi przez pryzmat
ich poglądów politycznych i ustrojowych.
Poza
tym dom jest niesamowicie kolorowy w środku, liczne malowidła w tym
niesamowicie piękne przedstawiające Indian z Gwatemali czyli Majów.
Pełno portretów sławnych ludzi – komunistów którzy walczyli o
wolność. Dom jest przepięknie umalowany, są też portrety Indian
czyli rdzennych mieszkańców.
Dostaję
swój pokój na górze i materac do spania. Na piętrze mieszka
jeszcze 5 osób poznaję ich potem są to Fercho, Anderson, David i
Jafet. Mieszkają tutaj już od dłuższego czasu. I płacą niewiele
za miesiąc także jak będę potrzebował zostać dłużej to też
zapłacę na pewno.
Aktualnie w domu jest jeden z Indian Cabecas z rezerwatu Chirripo któremu urodziła się córeczka ale jest wcześniaczką i urodziła się 2 miesiące przez czasem także potrzebuje Hospitalizacji. Rodzice więc są tutaj zagospodarowani aby być blisko swojej córeczki i mieć niedaleko do szpitala. Kostaryka jest krajem który zamieszkują rdzenne plemiona Indian zamieszkujący te tereny od ponad 3 tysięcy lat. Są to wyżej wymienione plemiona Cabecas oraz Bribri. W Rezerwacie Indian Cabecas znajduje się ich ok 14 tysięcy aktualnie. Wyznają relgię Sibu.
Po to właśnie właściciel Bernal od 12 lat prowadzi ten dom dla Indian aby im pomagać. Bernal – Komunista z wielkim sercem a ja w tym domu czuję się jak najbardziej swobodnie i panuje tu przyjazna atmosfera i magiczne malowidła. Flag komunistów sierpa i młota tutaj nie ma także taka to różnica iż nie czuję się jak w Związku Radzieckim tylko w domu otoczony pięknymi kolorami i portretami naprawdę wielkich ludzi. Postaram się może jakoś wyjaśnić o komunizmie tutaj w Ameryce Łacińskiej bo to zupełnie inna Historia. A flag tak jak Fazowski nie mam zamiaru palić nawet gdyby były bo po pierwsze jest się w innym kraju a więc nie Twój Cyrk nie Twoje małpy. Poza tym nawet Fazowski też widzę iż zmądrzał bo zdejmował flagi komunistów w Azji i obawiał się o swoje życie bo zrobiło się nieciekawie.
Dlatego nie ważne jaki ustrój w kraju, jaki system polityczny bo wszystkie one zostały stworzone po to aby nas kontrolować! Wszystkie one są iluzją poczucia wolności. Wszystkie one istnieją aby zrobić z nas niewolników pracy płacących podatki. Tak jest ze wszystkim tak samo dajny na to z leczeniem ludzi chorych. Leczy się objawy w Polsce likwidując np. guza nowotworowego za pomocą chemii czyli objaw choroby nowotworowej a nie jego przyczynę która leży w systemie immunologicznym. Poza tym skuteczność chemioterapii wynosi 3% a dla porównania leczenie witaminą C w potężnych dawkach która nie szkodzi od 30-45% wyleczalności! To są tylko przykłady jaki terror się sieje na świecie i w jakim kłamstwie my ludzie, obywatele żyjemy. Jeśli chcę się zmienić ten świat to powinniśmy zacząć zmiany u źródła a nie w miejscu gdzie rzeka jest już brudna. Dlatego najlepiej od takiego zatrutego źródła się odciąć i przestać mieć z nim cokolwiek wspólnego. Dlatego potrzeba nam się nieustannie kształcić nie tylko skończyć liceum czy studia i myśleć teraz to ja jestem kimś!! Mam dyplom mgr czy doktora !! Jupii.....!! Prawda jest taka iż edukacja to nie tylko ta szkolna czy akademicka ale to ta poza nią! Wszystko czego sami się dowiemy, co nam inni przekażą i co zostanie nam dane z niezależnych źródeł informacji to jest prawdziwa wiedza!! Żyjemy w erze internetu i tu można doszukiwać się prawd i prawdziwej potężnej wiedzy bo w szkole i systemach edukacji tego nam nie powiedzą, bo nikt nie chce abyś potrafił rozwiązać problem u jego źródła, być człowiekiem prawdziwie mądrym, oświeconym i wolnym. Nikt Cię tego nie nauczy bo ich też tego nie nauczono! Nikt z systemu nie chce abyśmy byli ludźmi wolnymi Oni chcą abyśmy byli jego niewolnikami trzeba to w końcu sobie zakodować i zrozumieć i zacząć się budzić i uciekać z matrixa czego wszystkim życzę. Ja już przez 3 lata podróżowania zrozumiałem i dowiedziałem się o tak wielu rzeczach o jakim filozofom się nie śniło i nikt mi tego nigdy by nie powiedział. Samo-edukacja to najważniejsza edukacja życia!! Jeśli chcesz znać prawdę i nie żyć w kłamstwie to szukaj jej, spotykaj osoby które prawdę głoszą, czytaj, oglądaj z medycyny naturalnej, z fizyki, astronomii, chemii itp.itd. Rozwijaj się sam!! Masz internet? Masz! Jest to najtańsza a wręcz bezpłatna edukacja jaką możesz sobie zafundować! Chcesz poznać prawdy życia ? To zacznij szukać a jak już zaczniesz ogarniać i przejrzysz w końcu na oczy to uświadomisz sobie iż to co uważałeś za prawdę okazało się kłamstwem! Porzucisz to i nie będziesz chciał mieć nic z tym wspólnego, nie będziesz chciał do tego wracać! Ja jestem poszukiwaczem prawdy, od ponad 3 lat ją gromadzę i się nią z Wami dziele! Podróż jest świetną opcją na gromadzenie wiedzy i poznawanie świata i prawd z nim związanymi. Bądź i Ty poszukiwaczem prawdy i zawsze dziel się nią z innymi!
Ścienne malowidła w domu Indian
mam żywy dach
komunistyczne sentencje
głowa odcięta przez Majów
ściana z malowidłami rewolucjonistów - komunistów
jest Che Guevara
jest też bobek i einstein
jest i Jezus
jest stawik buddy
jest i Budda
Niesamowite 3 malowidła Indian z Gwatemali na 3 różnych ścianach (połączyłem 3 zdjęcia aby lepiej zobrazować )
mój nowy pokój
16 – 27 lipiec 2016
pobyt w Cartago
Właściciel
tego miejsca gdzie mieszkam ma też finkę czyli mały kawałek ziemi
położonym w górach niedaleko miasta Orosi. Zostałem tam przez
niego zaproszony więc zabrałem się wraz z Martinem, jakimś
facetem i ojcem właściciela który ma obecnie 104 lata!!! Jest w
takim wieku ale wygląda na znacznie znacznie mniej powiedziałbym iż
wygląda na jakieś 80kilka. Siedzi z przodu obok zapięty pasami
bezpieczeństwa. Bernal zapoznał mnie z nim mówiąc to niego „to
jest Jacek z Polski!!! „ powiedział że mu miło i uścisnęliśmy
sobie dłonie :). Jeszcze nie ściskałem dłoni z tak starym
człowiekiem :). To mój pierwszy raz bezpośrednie powitanie ze sto
latkiem baaa z 104 latkiem! Pojechaliśmy w stronę zielonych gór
tam odbiliśmy w boczą drogę i aby tam dojechać trzeb było
przekroczyć rzekę. Bernal ma jeepa także bez problemu się
przeprawiliśmy i dotarliśmy do tego miejsca na gospodarstwo którym
okazał się mały domek. Całe to miejsce położone jest w zielonej
dolinie, jest rzeka i podobno jakiś wodospad niedaleko. Posiadłość
bardzo ciekawa, przywitały mnie 3 pieski i zielony ogród.
Obejrzałem trochę to miejsce na ogrodzie i posiedziałem z nimi
ale potem oni rozpoczęli alkoholową biesiadę a dokładnie rum z
Kuby bo generalnie po to tu przyjeżdżają. Ja alkoholu nie piję
tak samo jak i nie jem mięsa. Zjadłem tam trochę bezmięsnego ryżu
i udałem się z Martinem nad rzekę a potem poszliśmy drogą w
stronę tego wodospadu. Przyłączyły się do nas dwa psy z domu
oraz potem jakiś jeden z innego gospodarstwa. Pięknie tu i zielono,
kolorowe motyle latają i rajskie ptaki ale wodospadu nie ma.
Doszliśmy na sam koniec drogi tak jak powiedział nam Bernal ale
chyba coś pomylił bo żadnego wodospadu na jej końcu nie
znaleźliśmy. Potem ja zostałem nad rzeką aby pomedytować i
obserwować ptaki a Martin wrócił wraz z psami. Ja potem gdy
wracałem zagadałem do jednego faceta i zapytałem o ten wodospad i
powiedział mi iż to na tej górze się znajduje a więc w zupełnie
innym kierunku niż ten co wskazał nam Bernal a poza tym wodospad
skryty jest w tropikalnym lesie i aby się do niego dostać trzeba
przejść przez jakieś gospodarstwo Europejczyków. Dziś jest na to
za późno bo o 17:00 wracamy do Cartago ale może innym razem.
Wracając zawitałem jeszcze na kolejne gospodarstwo gdzie zauważyłem
iż sprzedają sery to zapytałem faceta czy nie dałby mi na
spróbowanie trochę bo nie zabrałem ze sobą pieniędzy co jest
prawdą. Wpuścił mnie i ukroił mi kawałek sera z domowego
gospodarstwa czyli organicznego bez żadnych hormonów i sterydów
którymi szpikuje się krowy przemysłowe. Serek okazał się być
dobry ale za to facet dziwny bo zaprosił mnie iż mogę tu następnym
razem zostać jak będę chciał. Podziękowałem za zaproszenie a
on mnie pytał kiedy mógłbym tu się zjawić itp. Od razu wydało
mi się to podejrzane poza tym facet z twarzy też nie wyglądał na
godnego zaufania także wyczułem dziwne intencje i złą wibrację.
Podziękowałem i poszedłem bo i tak miałem zamiar tu być 5min co
najwyżej bo zaraz 17;00 i się zbieramy stąd z Martinem i Bernalem.
Przyszedłem z powrotem i potem dopiero ok 18:00 jednak się
zebraliśmy stamtąd i jeszcze Bernal postanowił iż pojedziemy do
Orosi koło jeziora „lago de Cachi” gdzie chciał mi pokazać
okolicę. Martin kazał mi zapiąć pasy na tyle i powiedział że
„Bernal się spił i wszystko się może zdarzyć”. Jedo 104
letni ojciec na przodzie, my z tyłu i jedziemy. Udało mi się
zobaczyć tylko Orosi i znajdujący się w nim mały kościółek
który jest najstarszym w całej Kostaryce. Potem zapadł zmrok tak
więc z przejazdu dookoła jeziora i pięknych widoków nici. Poza
tym tutaj niedaleko są góry w których przez cały rok pada deszcz!
Dosłownie każdego dnia w roku tam leje!! Jeszcze chwilę temu przed
zapadnięciem zmroku było widać jak tam lało. Wracamy do Cartago.
rzeka koło Orosi
Ojciec właściciela 104 letni staruszek!
niech żyje żyje nam 200 lat 200 lat niech żyje żyje nam :)
magiczne kwiaty na gospodarstwie Bernala
jest i motyl Morfo - ogromny i mój ulubiony
plantacja kawy
perfekcja natury i jej geometria wokół!
Przez
kolejne dni chadzam grać na okarynie także wychodzę rano i wracam
wieczorem. Teraz też aby dojechać do San Jose potrzeba mi godziny a
w korkach wieczorem nawet 1,5h. Także odpada mi z dnia ok 2,5 h na
dojazdy. Wcześniej gdy byłem blisko centrum u Cithnii bo miałem
20min autobusem. No ale coś za coś nie można mieć wszystkiego bo
teraz mam swój własny pokój nie płacąc nic.
26 lipiec 2016 granica
z Nikaraguą
Dzisiaj
ostatni dzień legalnego pobytu w Kostaryce tak więc po raz kolejny
muszę się udać na granicę z Nikaraguą aby przedłużyć pobyt bo
tak czuję iż powinienem zostać. Pojechałem więc z Cartago na
terminal autobusowy i tam zakupiłem bilet do Ciudad Quesada a z
stamtąd kolejny go miasta Los Chiles tuż przy granicy. Jadę tam po
raz czwarty już tak więc droga jest mi dobrze znana i co trzeba
zrobić aby dostać kolejną pieczątkę. Byłem tam 3 razy i
najpierw trzeba zapłacić podatek za wyjechanie z Kostaryki który
wynosi 9$ następnie na granicy już po stronie Nikaragui płaci się
12$ za wizę wjazdową następnie czekasz 3 godziny i możesz
ponownie wjechać do Kostaryki i dostać pieczątkę na kolejne 90
dni po zapłaceniu kolejnych 2$ po stronie Nikaragui. Nie podoba mi
się to zdzieranie kasy za zwykłe opuszczanie kraju oraz za wjazd do
kolejnego bo łączne opłaty wynoszą 23$! Ale to chyba lepsze niż
normalne zasady pobytu czyli 90 dni i gdy wyjedziesz do sąsiedniego
kraju i wrócisz masz kolejne 90dni czyli 180 dni w roku możesz
maksymalnie dostać w wielu przypadkach. W Ekwadorze np. co jest
żałosne – legalny pobyt to 90dni w roku!!Tutaj w Kostaryce możesz
sobie tak wjeżdżać i wyjeżdżać bez limitu zresztą jak i w
Panamie gdzie do paszportu na dzień dobry wbijają Ci wizę na
180dni! Tak więc jak do tej pory Panama i Kostaryka to wymarzone
kraje w których możesz przebywać ile Ci się żywnie podoba.
Oczywiście do momentu gdy skończy Ci się miejsce w Paszporcie ale
tutaj jest myk bo gdy się skończy to można ubiegać się o
paszport tymczasowy w kraju w którym się przebywa bez potrzeby
wracania do Polski. W paszporcie znajduje się sporo nowego miejsca
na wizy i tak w kółko można robić. Jeśli ktoś jest
zainteresowany taką opcją co robić przy ważności obecnego
paszportu to polecam wyszukać na necie dokładny opis jak to zrobić.
Ja
tym razem na granicę zabrałem ze sobą plecak, namiot, materac i
jedzenie oraz wodę bo wiem iż nie uda mi się wrócić tego samego
dnia. Na mapie zobaczyłem iż niedaleko przy granicy znajduję się
rzeka wypływającą z największego jeziora Ameryki Środkowej –
Jezioro Nikaragua o powierzchni 8150
km² to prawie 1/5 powierzni Kostaryki gdzie aktualnie się
znajduję!.
Ponad to jezioro Nikaragua jest na 4 miejscu co do największego
jeziora w całej Ameryce Łacińskiej. Na pierwszym miejscu jest jez.
Macaraibo w Wenezueli 14 343 km².
Na
drugim jez. Patos w Brazylii 10 145 km².
Na trzecim jez. Titicaca w Peru 8300 km².
Po
przybyciu na granicę zauważyłem iż odbyły się tam liczne
remonty i dowiedziałem od strażnika który mnie już tu zna pewnej
ciekawej rzeczy a mianowicie iż następnym razem jak tu przyjadę to
nie będę musiał czekać 3h tylko 3minuty i mogę wracać z
powrotem! Niesamowite!! Mają jakiś nowy system skomputeryzowany i
nawet odpadło wypełnianie tych papierowych formularzy przed wjazdem
i wyjazdem. Mam na myśli te karteczki na których zapisuję się
swoje dane i z jakiego kraju do jakiego oraz jaki rodzaj wizy. Tego
już tutaj nie ma. Dziś jest za późno abym mógł wrócić bo
granicę w Los Chiles zamykają o godzinie 16:00 a właśnie dochodzi
ta godzina także przybyłem także ruszam od razu na piechotę w
stronę tej rzeki. Jedzie mały minibus i zbiera mnie na stopa
zawożąc nad tą rzekę na most. Stamtąd idę na gospodarstwo przy
rzece i akurat zaczyna padać pytam pracujących tam czy mogę się
schronić oni, że tak. Faceci wyglądają dosyć podejrzanie coś
tam gadamy o mojej podróży skąd jestem itp. Następnie idę nad
rzekę na chwilę i idę na most potem opuszczając gospodarstwo.
Zrobiłem kanapki i rozpocząłem nagrywanie video timelapse. Gdy
byłem na moście nagle usłyszałem potężną eksplozję niedaleko
i przypomniałem sobie iż tutaj w Nikaragui była wojna jakiś czas
temu i są jeszcze stare miny!! Potem gdy przyszli żołnierze
patrolujący most i zapytałem ich co to za eksplozja była i
potwierdzili mi że to stara mina wybuchła, ja trochę się obawiam
bo przecież chce rozbić mój namiot tutaj dzisiaj zaraz na
pastwisku z krowami aby przenocować do jutra abym mógł wrócić z
powrotem do Kostaryki.
Oglądałem
piękny zachód słońca nad rzeką a po zmroku pożegnałem się z
żołnierzami i poszedłem szukać miejsca na namiot i rozbiłem się
przy drodze przy ogrodzeniu do pastwiska jednak odpuściłem sobie
chodzenie po polu po ciemku bo kto wie jeszcze wysadziłoby mnie w
powietrze heheh. W trakcie rozkładania namiotu komary pogryzły mnie
strasznie i w namiocie było tak gorąco iż nocki prawie nie
przespałem.
Pelikan na dachu
magia panoramicznego zachodu słońca
<3<3
Poniżej filmy:
Rankiem
kolejnego dnia wstałem i zobaczyłem pełno mężczyzn jadących
drogą na rowerach do pracy na gospodarstwa. Zjadłem owsiankę i
zobaczyłem iż ten most jest nowy jakoś 2 lata temu został
wybudowany przez Japończyków poza tym Japonia jest krajem
partnerskim Nikaragui podobno. Przeszedłem mostem i poprosiłem
żołnierzy aby złapali mi stopa bo i tak zatrzymują auta do
kontroli. Pierwszy pickup zabrał mnie do granicy a jechałem z dwoma
chłopakami też jadącymi do pracy.
Na
granicy bez problemu otrzymałem po raz 4ty wizę na kolejne 90dni
pobytu:) Wsiadam w busa i wracam do miasta Cartago gdzie aktualnie
mieszkam!
kemping przy drodze i moście
27 lipiec – 10
wrzesień 2016 Pobyt w Cartago c.d
Po
powrocie z granicy wracam do mojego pokoju który wynajmuje za
60$/miesięcznie. Przez ten okres jak zwykle udaje się do stolicy
Kostaryki czyli miasta San Jose i gram na okarynie oczywiście
chadzam jak mi się za chce. Dużo dni robię wolnych a może inaczej
jak czuję intuicyjnie iż dzisiaj nie powinienem iść do pracy na
ulicę to nie idę. Nie ma jakiegoś przymusu bo sam jestem sobie
Panem i szefem i mogę grać na ulicy jak długo mi się podoba.
Spotykam kolejnych wspaniałych ludzi, dzielę się z nimi
doświadczeniami oraz wiedzą. Daję im link do mojego nowego bloga
po Hiszpańsku odnośnie zdrowia,świadomości,rozwoju duchowego oraz
porad jak podróżować za grosze czy też wybudować się za grosze.
Za dużo nie działo się przez ten czas jeśli chodzi o jakieś
wyprawy była jedna w moje urodziny.
Chodzę też medytować w fajne miejsca zdjęcia poniżej:
moje miejsce medytacji
24 - 26 sierpień 2016 - Czyli nie planowany wyjazd urodzinowy
Ponownie po raz 4 ty urodziny na obczyźnie. Ponownie nic nie planuje ani jakoś świętować też nie mam zamiaru bo przestały mnie bawić te wszystkie obchodzenia dni urodzin, imienin, dni takich i owakich ponieważ każdy dzień powinien być tak samo ważny i pamiętny a nie określać się raz do roku aby komuś sprawić prawdziwą miłą niespodziankę czy mu coś życzliwego powiedzieć.
Joł - tak to ja od 8 maja 2014 czyli ponad 2 lata pobytu w Ameryce Łacińskiej - włosy wciąż rosną - pozdro
W
przed dzień 24go sierpnia zadzwoniłem jedynie do mojej koleżanki
Amiry w celu zapytania czy ma olej kokosowy może do sprzedania i jak
mi powiedziała nie ma ale jedzie jutro do prowincji Guanacaste i
powiedziała, że jak chce to mogę się z nią zabrać. Zapytałem
też jej z jakiej okazji tam jedzie a ona na to iż jutro są
urodziny Kyszny. Moja koleżanka Amira jest tej wiary i jadą tam do
małej świątyni skrytej w górach, jest wodospad też i pełno
zwierząt i małp Kongo. Od razu się zafascynowałem tym oraz
zdziwiłem iż jutro 25go sierpnia gdy ja mam urodziny obchodzone są
urodziny Kryszny który urodził się ok 3228 r p.n.e. czyli ponad 5
tysięcy lat temu.